Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 lutego 2020

,,Kiedyś to było..." - czyli historia o tym, jak rok temu wpadłam na pomysł by założyć bloga.

Czołgiem! Dokładnie 17 lutego mój blog skończył swoje pierwsze urodziny! Z tej okazji zapraszam Was na flache poświęcony temu wydarzeniu wpis. Będzie troszkę ciekawostek, nudnych statystyk, historii i Magdy Gessler.



Na założenie bloga wpadłam siedząc na kiblu. I to nie jest tak, że wpadłam tam, bo nie mam pięciu lat, ale tak mi się żarówka nad sedesem zaświeciła i sobie pomyślałam, że właśnie fajnie by było założyć taki śmiechowy blog o swoich historiach itepe i tak właśnie zrobiłam, chwilę po tym, co w łazience zrobić musiałam.

To się stało chwilę po moich 23 urodzinach. Wtedy byłam młoda, głupia i niedouczona. Teraz tylko wariatka. Wcześniej miałam kilka blogów. Pierwszy z nich miał cudowną nazwę ,,Zaczarowana" i dziwiłam się, że ma tak dużo wejść. Okazało się, że wcale nie miał, tylko ja odświeżałam stronę i stąd te wyniki... ale wtedy byłam jeszcze dzieciuchem.  Blog nawiązywał do Disney'a. 



Później powstał foch4ever.blog.pl . Ten z kolei bardzo dobrze funkcjonował i długo. Miałam go sporo lat. Wtedy było modne mówić, że ktoś ma ,,focha" więc i nazwa wirtyny się spodobała. Później już mnie drażniło to, ale wiedziałam, że zmieniając, straciłabym czytelników. Denerwowało mnie w nim też to, że był tam straszny misz masz, zero kategorii, jedno wielkie nieuporządkowane gówno. Raz zajmowałam się krytykowaniem filmów bo miałam jazdę na Niekytego Krytyka, innym razem namawiałam do cieszenia się z życia i puszczałam losowe widea z Youtube. Dlatego na tym blogu są kategorie i jakieś minimalne zasady co do porządku wpisów, chociaż wiem, że często się wyłamuje. Później blog.pl zamknął swoją działalność, więc powiedziałam Foszkowi ,,Goodbye" i założyłam platformę o nazwie CzłowieczekDemoleczka. Nie mam pojęcia skąd ta nazwa, tym bardziej, że blog był o...rysowaniu. To jest moje hobby, ale po roku gryzmolenia nie miałam weny twórczej. Na dodatek wciąż sądze, że to moje rysowanie jest na tyle marne, że nie mam ochoty się w to dalej bawić. I wtedy powstały Historie Śmieszka!


Sama nazwa bloga wywodzi się z pewnej ksiażki, którą już tu kiedyś recenzowałam (KLIK). Blog ma być o tym, że fajnie jest cieszyć się życia i łapać z niego wszystko, nawet to co ulotne. Dodatkowo chciałam pokazać swój dystans do siebie i świata. Na początku nie było kategorii (co mnie aktualnie drażni, bo już na początku był chaos). Pierwszym wpisem była opowieść o tym, jak na urodziny dostałam Paprykarz Szczeciński (KLIK)  Później pisałam o diecie i byciu kobietąGryzmoląc post o tym drugim dowiedziałam się z jaką łatwością się piszę posty w formie wyliczanki i choć wtedy było jedenaście powodów dla których nie nawidzę być kobietą, zainspirowało mnie do kategorii ,,24 powodów". Aktualnie kategorie wyglądają następująco:

  1. Śmieszkawe recenzje - czyli recenzje gier, majtek, planszówek, filmów, książek i innych takich
  2. Kiedyś to było - czyli historie z dzieciństwa i mojej dziwnej, patologicznej przeszłości
  3. Co ja gryzmole - kategoria z poprzednego bloga, jak na razie brak weny twórczej, ale coś tam jest skrobnięte. O moim nietalencie malarskim.
  4. Śmieszkawe historie... a w nich:
  • Co by było gdybym - czyli co by się wydarzyło, gdybym na jeden dzień stała się kimś innym. Fotografem, kosmetyczką, Magdą Gessler?
  • 24 powody - dla których coś uwielbiam, kocham, albo nienawidzę
  • Takie tam inne - czyli wyjazdy, pierwsze wpisy bez kategorii i wrestling na żywo.
Dodatkowo powstała seria Blogmas 2019 - czyli 4 wpisy o świętach.


Co planuje w przyszłości? - na pewno napić się szklanki wody, bo mi zaschło w gardle i zjeść Oreo. A tak na serio to mam masę wpisów dla Was w mojej głowie, którą nazywam sokowirówką. Jakiś czas temu powstał Instagram (historiesmieszka) i chcę włożyć więcej pracy na jego promowanie. Jeśli chodzi o kategorię, to zostaną takie same, jednak, aby troszkę ożywić tego bloga chciałabym wprowadzić jakieś serie wpisów jedne po drugich, które będą pojawiały się co jakiś czas, a ich tematyka będzie zupełnie inna niż ta z kategorii. Myślę też o jakimś konkursie, ale to jeszcze zobaczymy.


No to teraz czas na parę ciekawostek. Zdjęcie, które jest w nagłówku zostało wykonane w 2018 roku, a liście tak naprawdę były zielone, tylko pobawiłam się w fotoszopie i wyszły bardzo jesienne. Co do zdjęcia, miało ukazywać taki bunt kolorów z szarym światem. Kumacie nie?

Nazwa Beatrycze wywodzi się z pewnego teledysku Agnieszki Chylińskiej. Zostało powiedziane i tak jakoś mi się zakodowało w głowie od czasów bloga foch4ever.

Jak możecie zauważyć w tle zawsze były cegły. Ale teraz są inne. Miałam choinki i po świętach chciałam zmienić i zgubiłam tamte cegły

Zawsze, gdy się witam piszę ,,Czołgiem" - kiedyś w konwersacji mój telefon przekształcił słowo ,,czołem" na ,,czołgiem" i od tej pory zostało to przyjęte za moje oficjalne powitanie. Nawet w świecie realnym.

Piszę wpisy co piątek. Przez zeszły rok ominęłam jedynie dwie notki. Od jakiegoś czasu posty piszę z wyprzedzeniem 3 do przodu, chociaż nie zawsze mi się to udaje. Czyli jak to czytacie, to klepie już na marzec...

Zawsze na początku piszę czcionką Courier, a potem Georgia. Wiem, że Was to nie obchodzi. Zjadłabym lasagne.

Moje częste pogrubianie tekstu nie jest bez przyczyny. Ma za zadanie odnaleźć tutaj czytelników, którzy chcą wiedzieć, co w trawie piszczy, o czym jest ten wpis i go skomentować, ale nie zawsze mają czas, albo chęć by przeczytać całą notkę więc daje im najciekawsze i najśmieszniejsze fragmenty (coś jak książki do historii). 

I apropo czytania całej zawartości wpisu, kiedyś zrobiłam mały test i ukryłam w nawiasie słowo PLACEK pisząc, że jeśli dotarliście do tego momentu to napiszcie w komentarzu to słowo, kilka osób napisało, więc jest progres. 

To teraz czas na grzebanie we wpisach:

Nie wiedzieć czemu, najczęściej czytanym postem była historia mojego psa (KLIK), to właśnie ona ma najwięcej wyświetleń. Moim ulubionym wpisem jest ten, w którym opowiadam o planszówce związanej z moim ulubionym serialem (KLIK). Jest też historia o wyjeździe do Bułgarii i na widownie do programu ,,Mam Talent". Na tym blogu mówiłam też o tym jak to jest być dorosłym dzieckiem, mieć alergię na wiosnę, nienawidzić wszystkich świętych i bycia kierowcą. Rozdawałam też trofea filmowe ,,Zajebistośc roku" i ,,Syf z pępka". Byłam na spotkaniach autorskich i mówiłam Wam dlaczego nie warto umawiać się przez internet. Opowiadałam o namiotach, pierwszej pracy i wielkanocnych kiełbaskach

Trochę się tu działo i mam nadzieję, że będzie tego jeszcze wiecej, bo czacha aż dymi od pomysłów! Chcę aby ten blog był inny, śmieszny i dawał Wam radochę każdego dnia! Przez ten rok wyszło aż 51 postów, które mam nadzieję, że Wam się podobały (cała lista jest po prawej stronie).

A tego by nie było bez Was, Waszych komentarzy i odwiedzin. Lubię wchodzić na Wasze blogi, często się inspiruje (ale spokojnie, nie kopiuje) na nowe wpisy i zazdroszcze takiej wiedzy o kosmetykach, gotowaniu, umiejętności opowiadania o przeczytanych książkach, swoich historiach, czy DIY. Często przeglądam Wasze posty i zastanawiam się jak przenieść coś o czym Wy pisaliście na swojego bloga, aby było śmiesznie, zabawnie i w ciul nieprofesjonalnie. Dlatego wielkie DZIĘKUJE, że jesteście!

No to co? Zobaczymy co się wydarzy przez ten rok. 


Pozdrawiam Kolorowo

Beatrycze

Dzisiaj dodałam tyle linków, że nie dodaje podobnych wpisów :).

piątek, 7 lutego 2020

,,Kiedyś to było..." - czyli historia o pamiętniku z dzieciństwa.

Czołgiem. Dzisiaj będzie o czymś, co rozbawi Was do łez. Na Youtube widziałam wiele filmików o tym, jak ludzie czytali swoje pamiętniki pisane w dzieciństwie, także i ja posiadam takowy w którym opisywałam czasami swoje... głównie złe dni. Jest on zabawny, ponieważ zmierzałam się wtedy z problemami, które dzisiaj dla mnie nie istnieją, także zapraszam do czytania i odkrycia moich tajemnic od 10tego do 13 roku życia!

Jednak zanim przejdziemy do moich historii chciałabym Wam też pokazać mój pamiętnik w którym wpisywali się rówieśnicy. Prowadziłam go jakoś od 8 roku życia do 15! Pamiętnik wciąż genialnie pachnie, nie ma jednak kluczyka, bo taka Ola mi go zepsuła, pamiętam, że była z tego niezła drama. Ma w sobie też mnóstwo błędów ortograficznych. Wiele osób odeszło z mojego życia, kilka nawet na zawsze. Miałam też taką zmyśloną przyjaciółkę, która mi się tam wpisała (tak naprawdę to ja sama sobie machnęłam wierszyk), ale gdy podrosłam kartkę wyrwałam, chociaż jestem mega ciekawa co tam napisałam.

A pamiętnik ten zobaczycie gdy wejdziecie na mojego niedocenionego Instagrama -> historiesmieszka

Taki chwyt marketingowy! Boojah!


Wróćmy do pamiętnika z moimi dziecięcymi przygodami. Tak wygląda ten pamiętnik. Nie jest on jakiś śliczny, ale po prostu dostałam go od chrzestnej i zaczęłam tam pisać swoje wypociny.



Na pierwszej stronie mam wypisane swoje dane, wzrost, wagę i najlepszych przyjaciół, których wciąż skreślałam i wymieniałam na wrogów. Dowiemy się też, że uwielbiam zapiekankę ziemniaczaną i miałam szczura imieniem Kajtek.

Pierwszy wpis jest z 2007 roku, czyli miałam wtedy jedenaście lat i napisałam, że jest to ,,muj pamiętnik" i każdy ma się od niego trzymać z daleka. Koniec kropka. Na koniec każdego dnia wystawiałam ocenę dnia, czyli na ile dzień był fajny w szkolnej skali oceniania, bo innej nie znałam. 

Kolejny wpis z lipca. Wstawiłabym foto, ale nie wiem czy się doczytacie:

[..] Mama nie chcę jechać ze mną do kina! Ale zacznę od zemsty nad Kiszką (nie, nikt nie miał takiej ksywy, to był mój pamiętnikowy szyfr... który był opisany na końcu). Zachowuje się wstrętnie. Raz przezywa, raz przeprasza. Myśli, że to jest fajne! Pamiętam jak powiedziała do Tyny (znowu szyfr) jak jechaliśmy nad jezioro.
- My jedziemy nad jezioro! A ty nie! (dziwie się, że już wtedy robiłam dialogi, bierzecie popcorn, bo drama się właśnie zaczyna)
Od tego właśnie Tyna się obraziła na nią! Szczerze to ja od samego początku nie lubiłam, ani nie lubię Kiszki! Tylko czasami udaje, że ją lubię, a raz popełniłam błąd, mówiąc że jest moją przyjaciółką! Ale ogólnie nie lubię jej, nie lubiłam i nie będę lubiła!

EDIT: Wciąż ją lubię, ale jest troszkę młodsza ode mnie i nie mamy takiego kontaktu.
Już wiem skąd biorą historię do ,,Dlaczego ja". To naprawdę jest na faktach. Oddajcie moje pamiętniki!

Później rozpisałam rzeczy, które wzięłabym, gdybym jechała do kina. Uprzedzając Wasze myśli w głowie, nie ma to większego sensu i znaczenia, ale kiedyś, jak widać wyprawa przed wielki ekran była dla mnie niczym zeszłoroczna do Bułgarii. I ten cennik. Z resztą zobaczcie sami. Zero podpasek, jaki świat był piękny!





Tutaj już wbijamy w okres świąteczny i chyba burzę hormonów, bo oczojebne serduszka są wszędzie. Sami przeczytajcie o zdechniętej rybce (nie wiem czemu, ale większość moich zwierząt odchodziła w święta). Bardzo mnie wzruszył fakt, że dałam Mamie w prezencie 25 zł na karcie do Orange. Kreatywnie nie ma co.





Później jest tematyka przyjaźni. Miałam wtedy doła, bo psiapsi spędzała mniej czasu ze mną, niż ja bym chciała. Teraz spędza jeszcze mniej, ale nie mam jej za złe, bo ma już rodzinę, a i ja mam pracę. Gdy obie mamy czas spotykamy się, więc jest okej. Wtedy za mocno przeżywałam. No i zakochałam się w takim Jacku, zrobiłam plan, żeby go poderwać, a skoczyło się na tym, że na wycieczce szkolnej kupiłam mu frytki. Nie, nie byliśmy nigdy razem.

Przeżywałam też szkolne dramaty. Moja ulubiona nauczycielka Pani Joanna nagle odeszła i nikt nie wiedział dlaczego (spokojnie... żyje), chociaż każdy ją wielbił. Zastąpili ją jakimś podrabiańcem i kilka stron to moje snucie o tym dlaczego nie ma Pani Joasi i zupek chińskich w szkolnym sklepiku. Dziwię się, że nie zrobiliśmy strajku głodowego.

Później zaczął się okres gimnazjum i kolejne tragedie życiowe:
Zdałam sobie sprawę, że moje życie nie ma w ogóle sęsu. Wszystkie moje poświęcenia idą na marne... Znowu ubieram się na czarno (to ten etap w życiu, kiedy dostajesz pierdolca( [...] -> (robię ten znaczek bo piszę tam coś, czego sama nie rozumiem).  Nikt mnie nie rozumie, mam dość szkoły, Jowity (wróg numer jeden), życia, domu i problemów. Mam tego dość! Nie chcę być na tym świecie! EDIT: Nie zabiłam się jednak.

Później się pokłóciłam z przyjaciółką, potem pogodziłam, a potem pokłóciłam znowu i godząc się zrobiłam ,,grafik przyjaźni", który w ogóle nie funkcjonował. Ciekawe dlaczego? 

Innego dnia opisuje, moją pierwszą podróż z siostrą po jej zdaniu prawa jazdy:

Jadę, ale boje się, jak będzie Ewelina prowadziła i to samochodem taty! Ona ma fajnie chodzi do szkoły i pracuje, a ja tylko chodzę do szkoły i gram w Pet Party (pamiętacie tą grę? Hicior na Naszej Klasie).

Nieznośny kolega z klasy X. Głupszy od pokrzywy (?)! Nie myje się, ani nie czesze i ma wszy na głowie. Nie chcę go w następnej klasie. Dzisiaj moja siostra się wprowadziła do mnie znowu. Nie będę miała własnego pokoju, ale mówiła, że będzie mi odrabiała z matmy przez tydzień lekcje (za czasów dzieciaka byłam mistrzem szantażu). 


To tylko jedna milionowa tego, co zdołałam napisać przez te lata. Większość to jakieś kłotnie i opisywanie z kim się trzymałam w danym tygodniu, a na kogo byłam obrażona. Gdy miałam dziesięć lat pewne wydarzenie zmieniło troszkę moją historię i cały czas zastanawiam się co by było gdybym dorwała się do pamiętnika z tamtych lat. Miałam takowy i głównie w nim rysowałam, bo z pisaniem to różnie. Pewnie by było jeszcze więcej śmiechu, niż z tego, bo to wczesne czasy podstawówki, ale niestety już go nie posiadam, bo gdy miałam dziesięć lat porwałam go i wyrzuciłam. Pamiętam, jak szczegółowo rysowałam postać diabła - naszej nowej pani dyrektor. Zniszczyłam ten pamiętnik głównie ze względu na pewne przykre wydarzenie w moim życiu o którym nie będę wspominała bo nie ma po co się smutać. Już jest okej i tego się trzymajmy!


A Wy macie jakieś pamiętnikowe historie? Podzielcie się, jeśli uważacie to za słuszne. A moje jak Wam się podobały? 


1 komentarz od Was = jedna pamiętnikowa drama!



Pozdrawiam Kolorowo


Beatrycze

Podobne wpisy:




piątek, 10 stycznia 2020

,,Jeden miesiąc - jeden film" cz.2

Czołgiem. Jak już mówiłam te dwa pierwsze miesiące będą czasem takich podsumowań, ale będzie też kilka innych wpisów, jak ja to mówię z du#y, aby Was nie zanudzić. Jako, że styczeń dopiero się zaczął chciałabym zrobić podsumowanie mojego challengu, który sobie postanowiłam rok temu. Już kiedyś o tym pisałam (KLIK) dlatego dzisiaj zapraszam Was na drugą część filmów, które widziałam w zeszłym roku i ich recenzji. Chodzi oczywiście o filmy kinowe.  

Wyłonimy też zwycięzce, czyli ,,zajebistość roku" i ,,syf z pępka".

Ogólnie chodzi o to, że każdego miesiąca miałam iść przynajmniej raz do kina. Nie udało mi się to niestety bo pominęłam aż, albo tylko (chociaż w sumie aż) trzy miesiące. Muszę sobie zmienić czcionkę bo mnie wku#wia i jako, że zawaliłam to moje postanowienie poopowiadam Wam o moich filmach na których byłam. 

A no i w pierwszej części napisałam, że pod koniec 2019 będę pisała o moich 24 postanowieniach i nie napisałam bo mi się nie chciało. A i to by było strasznie nudne. Większość się udało osiągnąć, a z tych nieudanych to właśnie ,,Jeden miesiąc - jeden film" jest jednym z nich. Ale już przechodzimy do gadaniny...

W czerwcu filmu nie było, był to pracowity miesiąc, bo opalałam się na leżaczku, także już zaczynamy od wtopy. Zacznijmy więc od lipca... i to z grubej rury,


,,Midsommar"

Wiem, że większość z Was czyta tylko początki po spacji, więc już mówię, żeby nie zabierać na to dzieci. Ani dorosłych, ani w ogóle nikogo. Ogólnie jestem fanką horrorów, a to że wpuszczali od 18 roku życia mogło mi dać jakąś tam czerwoną lampkę, że coś z tym filmem jest nie tak.

Ogólnie fabuła spoko, dziewczynę spotkała katastrofa, straciła całą rodzinę i z chłopakiem, który ma ją totalnie w dupie, postanawia pojechać na długie wakacje gdzieś w ciul daleko, do jakiegoś zadupia, które ma swoją miejscową zacofaną ludność. Myślicie, że tam będzie strach, duchy, jakieś zjawiska paranormalne? Spoko, nic z tych rzeczy. Nasza bohaterka zapoznaje się z dziwnymi zwyczajami tutejszych mieszkańców, sztywnych jak moja nauczycielka od matmy. Staje się jedną z nich, je to co oni, ubiera się w białe prześcieradła od Chajzera,  śpi razem z nimi, i wszyscy piją jakąś dziwną herbatkę, która sprawia, że jesteś na jakimś dziwnym haju. Wszystko byłoby okej, gdyby nie zasady, które tam panują. 



Jak kończysz 70 parę lat (nie pamiętam już ile), nie ważne czy dożyjesz, musisz skoczyć sobie z urwiska i się zabić, a jak przeżyjesz to twoje dziecko walnie cię młotkiem. Ale spokojnie, w tym samym czasie ktoś z tutejszych też musi zajść w ciąże, więc się odrodzisz. Oczywiście to "robienie dzidziusia" (są tu jakieś dzieci?) odbywa się przy wsparciu ludzi z całej wioski, a jedna nawet trzyma cię za rękę.  Film kończy się tym, że główna bohaterka staje się majową królową, obdarowana taką ilością kwiatów, że nie może się ruszać, a reszta jej przyjaciół ginie w męczarniach, podpaleni żywcem, albo zjedzeni przez kury. Ogólnie na koniec jest impreza i losują jak w totolotku, kto dzisiaj sobie umrze. Czyli zgonowanie po imprezie nabiera innego znaczenia. Znaczy się spłonie żywcem.

Ten film ma bardzo dobre recenzje, bo w sumie pomysł jest spoko. Poznajemy kulturę, która nie ma racji bytu (Boże, jak ja to mądrze napisałam), na pewno takiego filmu nie ma. Jednak opis, czy sama reklama filmu pokazuje coś innego, na co nie poszłabym z całą rodziną. Film wybierała moja siostra i do dzisiaj ma traumę, a ja muszę się kontaktować z psychologiem. Oczywiście żartuje, ale serio nie jest to gatunek na miły rodzinny wieczór w kinie. Dla bohaterów śmierć była czymś super, coś jak uśmiercanie Simów, ale dla mnie ten film jest jednak za mocny. Psychodeliczny.


3/10 w skali zajebistości

W sierpniu byłam na dwóch filmach:


,,Annabelle narodziny zła"

Ciężko mi cokolwiek o nim napisać, bo za bardzo nie pamiętam co tam się działo. Kolejna historia z lalką, która niemiłosiernie mi się myli z laleczką Chuckie. Jednak zupełnie inna od poprzednich części więc tutaj na plus. I znowu, gdyby nie ciekawość ludzka, to Annabelle siedziałaby sobie grzecznie w gablotce. Pisało, żeby nie otwierać, ale ktoś otworzyć musiał, aby była nowa część. Coś jak otwarcie puszki z mielonką, otwierasz i widzisz grozę. 


7/10 w skali zajebistości

,,Król Lew"

Powiem Wam szczerze, że jestem wielką fanką Disney'a ale tego filmu chyba jeszcze nie widziałam. Także poszłam na tą lepszą wersje. Jeśli chodzi o grafikę to jest genialna. Wyglądają, jak żywe stworzenia, muzyką również byłam zachwycona. Hakuna Matata i te klimaty, no nie ma chyba lepszych piosenek oprócz tej do reklamy Media Expert . Jedyny minus, że się nie popłakałam przy śmierci Mufasy, a jestem dosyć wrażliwa, więc to dziwne. Ale miałam katar więc chusteczki się przydały. Fajne, ale jak ktoś oglądał to nic więcej się nie działo. 


8,5 w skali zajebistości

I mamy wrzesień:


,,To - rozdział II"

Ciężko mi było oglądać ten horror, ponieważ nie widziałam pierwszej części, a ta się opierała bardzo na niej. Później sobie zobaczyłam, ale to nie to samo. Bohaterowie dorośli i powrócili po latach i Clown też powrócił i i i balony. Klimat fajny, historia bardzo, aż nie zauważyłam, że zjadłam tyle nachosów w kinie. Jaki jest jednak minus? Kompletnie nie straszne... jak tarcie zadka o beton. Albo jak ktoś wymówi Twoje imię w pracy, gdy się opierdzielasz.

Kiedyś w pewnym serialu dla dzieci słyszałam tekst że się boją clownów, węży i pająków. Więc jak się tego boicie w filmach to zapraszam do oglądania. Ja jak założę maseczkę też wyglądam jak clown.


4/10 w skali zajebistości

W październiku na filmie nie byłam, natomiast listopad:


,,Boże Ciało"

Polski film, który bardzo mi się podobał. Młody człowiek zaczyna udawać księdza. Dziwne jest to, że nikt się nie kapnął przez ten czas, ale nie o to chodzi w filmie. Ziomkowi wychodzi to bardzo dobrze. Okazuje współczucie po tragedii, która wydarzyła się na wsi, zaczyna rozumieć mieszkańców bardziej niż ktokolwiek. Jednak swoją postawą nie przypomina księdza. Historia człowieka co po gorzale odprawia msze i kompletnie nie wie jak to się robi, czasami śmieszna, a czasami cholernie prawdziwa. Moim zdaniem podobne, ale lepsze od ,,Kler". Jednak bardzo drażnił mnie ten fakt, że nikt się na początku nie zorientował, że księdzem nie jest i od tak przyjęli go do parafii. Pokazuje prawdę o kościele, może trochę naciąganą, ale kto wie, różne rzeczy się słyszało.


8/10 w skali zajebistości

W grudniu też kina nie odwiedziłam bo byłam na zakupkach.

Podsumowując tym razem oba wpisy i cały rok, czas wyłonić zwycięzce. Wyłonimy najlepszą pozycje nazwaną mianem "ZAJEBISTOŚĆ ROKU" i najgorszą, czyli ,,SYF Z PĘPKA". Panie i Panowie famfary proszę (weźcie sobie czymś tam pukajcie)... tum tum tum

Nagrodę za nominacje: ZAJEBISTOŚĆ ROKU 2019 (czyli nic) OTRZYMUJE FILM:

,,Smętarz dla zwierząt" - 9/10 punktów! 

Mówiłam, że uwielbiam horrory, a owy możecie sobie zobaczyć teraz na Netflixie! Chwilę pod nim są filmy... ,,Misz masz, czyli kogel mogel 3" i ,,Król Lew".


Nagrodę za niminacje: SYF Z PĘPKA 2019 (również nic) OTRZYMUJE FILM"


,,Midsommar" - 3/10 punktów!

Nad nim się utrzymały... ,,To - rozdział II" , ,,Eter" i ,,Kobiety Mafii 2".

Podsumowując, rok temu widziałam 11/12 filmów, czyli nie jest źle, ale może pobije ten rekord w tym roku, kto wie. Na pewno będzie jakiś wpis o tym, ale już nie w takiej formie! Ale nominacje będą of course.

A jakie byłyby Wasze nominacje do ZAJEBISTOŚCI ROKU  i SYFU Z PĘPKA? Piszcie w komentarzach, jestem bardzo ciekawa! 


Pozdrawiam Kolorowo

Beatrycze



Podobne wpisy:
7.06.2019 -> Pierwsze recenzja filmu - ,,Cudowny Chłopak"
17.05.2019 -> Historia kina - autorstwa śmieszka. 

Zapraszam też na Instagrama -> historiesmieszka


piątek, 1 listopada 2019

,,24 powody" dla których nienawidzę Wszystkich Świętych.

Czołgiem! Pamiętacie ostatni wpis o tym dlaczego nienawidzę jesieni? (na dole Wam podlinkuje) Tym razem będzie o dzisiejszym święcie. Oczywiście z dystansem do siebie, świata i wszystkiego... bo pamiętajcie, że to blog humorystyczny zapraszam Was na...


24 POWODY DLA KTÓRYCH NIENAWIDZĘ 
WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH
Po jeden...

Często jest bardzo zimno, pada deszcz i ogólnie jest zła pogoda, a my musimy stać na tej zimnej pizgawicy. Powtórzę się, ale... dlaczego to święto nie może być w sierpniu? Albo chociaż we wrześniu, co by uczniowie się cieszyli z wolnego.

2. Brak miejsc parkingowych - macie 365 dni na odwiedzenie cmentarza. Dlaczego wszyscy akurat wybierają się tego dnia na groby? Zapytał każdy, poszli wszyscy.

3. Ksiądz, który w kazaniu mówi o tym, żeby dawać na tace - dawać hajsy mali ludzie! Nie no, nie tyczy się to każdego księdza, ale zetknęłam się z tym i nie dałam ani złotówki :).

4. Rewia mody - Karyna musiała ubrać mini tak, aby pokazać sąsiadce z grobu obok, że ma nową dziarę na lewym udzie. Nowe ubrania zimowe, świetne fryzury i mejkapy. Fryzjerzy mają pełne łapy... roboty. Nie czuje, że rymuje.

5. Nie ważne, jaka pogoda będzie, każdy i tak przyjdzie w zimowych ubraniach - Wszystkich Świętych to czas, gdzie pierwszy raz wyciąga się zimowe wdzianka i nie ważne, że na dworze w miarę ciepło, to zakładaj kalesony i czapkę. Będziesz się pocił, ale nowe perfumy z Biedry wszystko przytłoczą! W końcu tradycja.

6. Wojna na znicze! - pamiętajcie, że jeśli Wasz ,,grobowy sąsiad" ma więcej zniczy niż Ty, to musisz koniecznie zakupić więcej i lepsze. Znaczy się droższe of course. ,,Tutaj jest jakby luksusowo" - cytując fragment znanego filmu.

7. Spadające liście - pamiętaj, że w czasie mszy, nawet jak spadnie jeden liść na nagrobek, koniecznie musisz podejść i go posprzątać.

8. Kazanie na mszy - szczerze mówiąc przez ten wiatr i stare głośniki ch$#a słyszysz na tym cmentarzu.

9. Rozmyślanie o wszystkim podczas mszy - ,,chyba czuć, że te skarpety są nieświeże. Myślałam, że w zimowych nie będzie czuć. A może to grzyb z tych zimowych"

10. Te kwiaty strasznie psują kompozycje! - a ten czerwony znicz, to co on tam robi? Czyli fenkszuji cmentarne.

11. Znicz się nie chcę odpalić - i nagle wszyscy wiedzą, że nie palisz papierosów, bo nie wiesz jak korzystać z tradycyjnej zapalniczki. Ale spokojnie, dwunastolatek wyjmie swoją i Ci pomoże.

12. Spotkanie rodzinne - przyjdą wszyscy i się ustawią dookoła grobu, jak przy stole (tylko bigosu brakuje). Spokojnie i tak połowy nie znasz, widzisz ich pierwszy raz w życiu, a oni twierdzą, że urosłeś (chyba w szerz) i się pytają o Twoją osiemnastkę, a Ty masz już prawie trójkę na przodzie.

13. Cmentarny labirynt - wchodzisz, szukasz grobu, idziesz do innego, gubisz się, spędzasz święta na cmentarzu, jesz spadające szyszki, odnajdujesz wyjście w 2021 r.

14. ,,Nie lubiłem go, ale świeczkę mu postawię"

15. Zaduma nad tym, że nagrobek wymaga już remontu - zawsze o tym myślimy, zapominamy i przypominamy sobie za rok.

16. Całe sklepy zawalone zniczami - halo? Gdzie kupie płatki?

17. Rozpoczęcie sezonu przed świątecznego - postawiłeś znicz? Jedziemy do marketu. Tam już czekają na Ciebie czekoladki i wszystkie świąteczne gówna z roku na rok to samo...

18. Jedzenie na cmentarzu - ja na oczy nie widziałam, ale słyszałam, że można kupić kiełbasę, watę, czy nawet balona przed cmentarzem. Naprawdę ciężko wytrwać godzinę bez jedzenia? Bo bez balona to rozumiem...

19. Lenistwo - naprawdę nie rozumiem, jak będąc zdrowym, młodym człowiekiem nie można raz ruszyć dupska na ten cmentarz. Ja półprzytomna po nocce do szóstej rano byłam obecna o 10 na cmentarzu i dałam radę. Leżałam sobie na materacu. 

20. Ja wam dam te halołiny - nie rozumiem dlaczego Halloween jest tak źle odbierane przez Polaków? Przecież można świętować obie tradycje...

21. Problemy fizjologiczne - zawsze, ale to zawsze jak jestem na cmentarzu chce mi się siku, pić, a potem myślę o schabowym...

22. Wszystko jest pozamykane - wyszłoby się gdzieś ze znajomymi na pizze czy coś, ale nie można, bo jest święto.

23. Zakorkowane ulice - jeszcze jak musisz prowadzić, a obok ciotka cię kłuje kawałkiem jodły, bo ma kwiat na kolanach.

24. Zanieczyszczanie środowiska - ten problem nie jest śmieszny, bo tony plastików i zniczy szklanych ląduje na śmietniskach i nawet nie chcę wiedzieć ile czasu się rozkłada i utylizuje. Ja staram się kupować droższy znicz, który będzie służył mi na parę lat, później go myje i dokupuje jedynie wkład. Ładniej to wygląda, a i cena później się zwraca.

Tym razem ciężko było mi wymyślić te 24 powody, ale jakoś wyszło. Weźcie te powody oczywiście z dystansem do siebie, bo to nie jest tak, że tego dnia kompletnie nienawidzę. Uwielbiam na przykład chodzić po zmroku na cmentarz, cudownie uczucie i polecam każdemu ruszyć się z domu. No i jest coraz bliżej świąt. Czujecie ten klimat... bo ja jeszcze na szczęście nie :).

Mam nadzieję, że czytacie ten wpis wieczorkiem przy herbatce! I pamiętajcie o tych, których już z nami nie ma. Ale zamiast się smucić, pomyślcie o wesołych chwilach z ich udziałem. To nie musi być smutny dzień. Miejmy nadzieję, że jest im lepiej niż nam :).


Pozdrawiam Kolorowo


Beatrycze


Podobne wpisy:







piątek, 4 października 2019

Co by było gdybym... została testerem kosmetyków?

Czołgiem! Widzicie ludki co się dzieje za oknem? Nie wiem, jak będzie w piątek, ale teraz jak to piszę, to jest jakaś jedna wielka masakra masakr (wtorek). Dzisiaj w ramach Waszego wolnego czasu (of course) zapraszam Was do mojego pokręconego świata, gdzie zostałabym testerem kosmetyków. Jest to mini seria na moim blogu zatytułowana ,,Co by było gdyby" i akurat drugi wpis, podobnie jak pierwszy będzie poświęcony kosmetykom.

Zainspirowana Waszym testowaniem kosmetyków na innych blogach postanowiłam zrobić i swój wpis poświęcony temu, ale jak znacie mnie nie od dziś, normalnie być nie może, dlatego jako markę wybrałam najdroższe i najlepsze kosmetyki, dostępne chyba w naszym kraju! Zapraszam Was moi drodzy (FAMFARY PROSZĘ... tum turudummm) na test kosmetyków z chińczyka.

Powiem Wam szczerze, że jeszcze nie kupowałam nic kosmetycznego w tychże sieciach. Troszkę się bałam jakości tych produktów i że na twarzy wyrośnie mi huba, ewentualnie będę miała grzybicę pochwy na twarzy.

No i się zdecydowałam na ten oto zestaw. Był tak zapakowany, że w większości nie widziałam co jest w środku. Cena dwadzieścia złotych, czyli jeszcze ujdzie. Wyglądem przypomina jak te drogie kosmetyki, jednak całość wali tandetą stąd do Warszawy (stąd, czyli z Gdańska).



Kyle pewnie byłaby dumna


Po otwarciu dotarło do mnie z jak dobrymi produktami mam do czynienia. W środku znalazłam pomadkę i szminkę. Na dole tej szminki jest taki pojemniczek na jeszcze więcej szminki, ewentualnie jakiś chińczyk się wykrwawił, miał rzadką krew więc tam wsadził.

Najlepsze jest to, że te kosmetyki mają ten sam kolor i nie ważne, czym się posmarujesz to i tak wyglądasz tak samo źle. Kolor buraczkowy chyba nie do końca jest moim kolorem. Mam wrażenie, że w tych kosmetykach jest tyle chemii, co w tym barszczyku o równie podobnym kolorze (btw. barszczyk dobry na kaca, pamiętajcie).



Mamy też dwie kredki, mam nadzieję, że do ust. Konturówki do ust, chyba tak to się mówi, jak nie to mnie poprawcie. Jedna ma kolor (zaskoczę Was) buraczkowo - barszczowy. A druga ciul wie do czego pasuje. Najlepsza jest jednak ta ostrzypałka, która ma ostrzyć te kredki, a one są wyciągane i plastikowe... i w ogóle po ch$#j ta temperówka?


Może to nią ciął się ten chińczyk, żeby wlać tą krew do tego pojemnika...
Nie słuchajcie mnie, dzisiaj czarny humor mnie się włączył.

No i żeby jeszcze bardziej przypominać clowna, mamy świetną kredkę do brwi. Czy je podkreśla to nie wiem, ale czoło widoczne z kilometra macie gwarantowane.

Po użyciu tych kosmetyków ledwo moje chusteczki do demakijażu dały radę. Już nie mówiąc o zapachu, jest nawet spoko, taki zapach słodyczy czekoladopodobnych, ale unosi się w powietrzu dłużej, niż moje świeczki. Dodatkowo uczucie po nałożeniu jest podobne do tego, jakbyś miała suche usta posmarowane plasteliną.

No cóż za tą cenę nie było się spodziewać jakiś hitów, ale sama  z ciekawości chciałam zobaczyć jak prezentują się kosmetyki z chińczyka. Żeby nie było, ja sama nie kupuje jakiś drogich marek, bo nie chcę tracić kasy i dawać stówę za podkład. W większości moje kosmetyki są z Avon, Wibo, czy nawet z Biedronki. Swoją drogą ten sklep naprawdę ma dobre kosmetyki, używam ich pudru od jakiś dwóch lat i jestem miło zaskoczona. Wiecie nie myślcie sobie, że jakaś paniusia powędrowała do sklepu, bo chciała pokazać, jakie to drogie kosmetyki sama kupuje, bo tak nie jest.



Sama czasami chodzę do tego sklepu, lubię tam kupować różne ozdóbki, rzeczy DIY, czy nawet jakieś ubrania po domu. To nie jest zły sklep, ale niestety z jakością u nich różnie. Na pewno jest tanio.

A Wy kiedyś mieliście styczność z chińskimi kosmetykami? A może coś ciekawego kupiliście w tym sklepie, niekoniecznie z tego działu? Piszcie w komentarzach!




Pozdrawiam Kolorowo


Beatrycze




Mam do Was mega prośbę odnośnie nowego wpisu, który się pojawi za tydzień. Będzie to wpis (tym razem zaspojleruje) o tym, dlaczego nie lubię jesieni. Potrzebuje do tego jesiennego zdjęcia, wiecie drzewa, podwórko jakieś, spadające liście... ale nie takiego instagramowego, ale takiego, które przedstawia brzydką jesienną pogodę.. deszcz, zawieja i beznadzieja. Macie może takie na swoich telefonikach? Jeśli tak wyślijcie mi na maila BlogiBeatrycze@wp.pl   i w komentarzu napiszcie nazwę swojego bloga, którego podczepię pod zdjęcie. Może być nawet kilka zdjęć, będę mega wdzieczna!

PODOBNE WPISY:




piątek, 9 sierpnia 2019

Co by było gdybym... prowadziła bloga kosmetycznego?

Czołgiem! Dzisiaj akurat mam chęć na wpis o czymś, o czym nigdy nie pisałam i chciałabym się sprawdzić. Często czytam blogi o kosmetykach i jestem pod wielkim wrażeniem Waszej wiedzy. Także dzisiaj zainspirowana zapraszam na humorystyczny wpis rodem z bloga kosmetycznego. Wpis długi, ale zapewniam, że śmieszny!

Edit: Trochę dziwnego bloga kosmetycznego.

Aby jako tako zacząć postanowiłam wygrzebać i porobić zdjęcia swoim kosmetykom i innym takim których używam na co dzień. Nie mam ich wiele, nie są jakieś szczególnie drogie (bo jestem biedna) i używam zasady, że niczego nie dokupuję, chyba że coś od kogoś dostanę, lub mi się po prostu skończy. Dzisiaj wpis o tym, czego ja używam na co dzień, pomijając papier toaletowy, szczoteczki do zębów i maści na ból dupy.

U góry jest głowa (u większości z nas), więc zaczniemy od tej właśnie części, a konkretniej włosów skóry głowy - bo tak zawsze mówią w tych reklamach kosmetycznych.



Sorki za jakość zdjęcia, było ciemno.
Po lewej mam takie jednorazowe odżywki do włosów z Biedry. W sumie są nawet fajne i po nich są miękkie włosy skóry głowy, także polecam, są różne, ale wszystkie po prostu zmiękczają fajnie włosy skóry głowy. Nie wiem jak z innymi, nie próbowałam. Później mamy szampon. Pewnie większość z Was używa jakiś droższych, ale ja muszę tylko ten bo po innych mam łupieżu tyle, że można by pomylić pory roku. Szampon ten jest sławny bo grał w filmie ,,Rrrr" - swoją drogą zaraz będzie ciemno! Później jest odżywka, która działa podobnie jak te saszetki, ale nawet ładnie pachnie. Nie mam ulubionych odżywek, biorę co tam mi się wrzuci w łapki, ale na pewno lepiej się wyciska niż ta odżywka na wypadające włosy z Seboradin. Bardzo ciężko się z niej korzysta i była o wiele droższa, ale bardziej do dupy, chociaż tam nie używałam. Koniec końców ta stoi, a kupiłam tą czarną, bo się lepiej korzysta.




Kolejna produkty to te do mycia ciała itepe. Już nie owijając w bawełnę wiecie, że lubię produkty Ziaja. Ładnie pachną, świetnie nawilżają i mają zajebiste opakowania. Takie proste w swej prostocie. Tutaj od lewej kremik do rąk, balsam, żel pod prysznic i żel do higieny intymnej. Używam już od lat i mam nadzieję, że nie śmierdzę.





Kolejne są maseczki. Uwielbiam maseczki, ale nienawidzę tych w płachcie, czuje się wtedy, jakbym miała worek na twarzy. Mamy maseczki z Ziaji, jakieś tam z Rossmanna, żelową w glucie, której nie polecam, chyba, że ktoś lubi gluty i dwie z Avonu, jedna szara, druga czarna na wągry i inne zanieczyszczenia jest fajna. Maseczki te uwielbiają wchodzić pod paznokcie.




Mam też peelingi. Jeden do twarzy i jeden do stóp. Jeszcze się nie pomyliłam. Polecam, bo ociekają swoją zajebistością i już raz zapchałam tym gównem odpływ, jak chciałam zrobić wszystko szybko pod prysznicem.




No i moje ulubione cienie do powiek i takie tam. Dwie paletki, jedna ma kolorów tyle, jakby jednorożec nasrał, a druga takie bardziej codzienne, metaliczne. Ta kolorowa ma bardzo dobrą tą no... pigmentacje. Z Wibo mam też takie coś do twarzy, świeci, brązuje... ale trzeba z tym uważać bo jak się tego nie wklepie, albo za dużo wklepie to ludzie się pytają czy Cię ktoś pobił, albo czemu masz takie brązowe na twarzy. Tak samo z tą paletką tam z Technic'a. Używam sporadycznie, bo wiem, ze coś zj#bie, a moja twarz będzie wyglądała jakbym wróciła z obozu dla psychopatów.





 Tutaj mamy perfumy. Pewnie większość z Was ma jakieś Lui coś tam, wersalcze i inne takie, ja mam jednak tańsze, bo ponieważ jakoś nie skupiam na to uwagi, a no i wspominałam, że jestem biedna. Od lewej mgiełka do ciała, nawet ładnie pachnie, później antyperspirant. Nie lubię tych w kulce, bo się wkręcają we włosy pod pachą (żartuje of course), zawsze używam tych samych. ,,Little Black Dress" to mój ulubiony zapach z Avonu, wcale nie dlatego, ze dostaje to za darmo od siostry... później reszta noł nejm i perfumetki, których używam do pracy, żeby nie śmierdzieć.




Tutaj są rzeczy do nawilżania. Dwa kremy do rąk u góry są z Avonu. Różowy na lato, ten drugi na zimę, chociaż oba mają takie same składy, to jak użyje aktualnie tego nie różowego (nie mam pojęcia co to za kolor) to pójdę do piekła, jak głosi etykieta, a na moich rękach wyrośnie huba. Nivea jest u mnie od zawsze. Liczę na to, że pod moim domem zrobią mi plac zabaw. Soraya ma fajny balsam, miałam też do niego żel, ale zgubiłam pod domkami. Fajny o ile ktoś lubi drobinki, które ciężko się wchłaniają w skórę. Wyglądają troszkę jak zeschnięte gluty z nosa (mam nadzieję, że nic nie jecie, jak tak to przepraszam). Pod Nivea mamy krem do twarzy, pełni swoją rolę, jest kremem i kładzie się na twarz. Ale serio polecam. I krem do stóp, co zmiękcza stopy. Pewnie dlatego mam rozmiar 36.




Ale się rozgadałam. Teraz produkty do oczu. Od góry te takie dwie kulki to cienie do powiek, takie na wyjazdy. Avon True kładzie się pod oczy, ale już mi się skończyło. Pokazałam bo ładnie wygląda. Dwie cienkie pałki to kredka do brwi z Wibo oraz pisak do powiek z Ingrid. To coś co wygląda jak tampon używa się do maskowania różnych rzeczy, ja na przykład cienie pod oczami po nocce. Mamy też tuż do rzęs. Nigdy nie wiem kiedy się kończy, bo wiecznie używam tego samego.



No i szminki. Nie ma Doris bez szminek. Najlepsze są te z Wibo ,,Milion Dollar Lips" chociaż ta po prawej jest koloru moich ust więc dupa. Ta z Avonu na dole to pisak do ust. Używałam go na festiwalu kolorów, aby napisać na kartonie ,,Kopa w dupę na szczęście".


Podkłady i inne takie to nie mój konik. Z resztą nic tu nim nie jest. Mam dwa tanie. Drogi mi się skończył i muszę mi się kupić *czytaj taki do 30 zł. Ale ten Ni coś tam z Biedry polecam. Reszta to jakieś pierdolety, a to zielone trzeba dobrze przykryć, bo będą się pytali ,,Dlaczego masz zielony nos?".





Tu czas na inne takie buble. Od lewej chusteczki do demakijażu, podłogi, ścierania kurzu, mycia rąk dzieciom, i czyszczenia pędzli do malowania. To u góry co wygląda jak bulbulator z przyczłapą w rzeczywistości ma ogarniać brwi. Ostatnio tak sobie ogarnęłam, że muszę sporo domalowywać. Coloriste używam jak mam pierdolca i chcę mieć różowe włosy i sztywne jak u lalki. Mark - ten skromny mężczyzna utrwala makijaż, chociaż nienawidzę tego psikać sobie w ryj. To ostatnie to chyba do włosów. Nie wiem. Ładnie wyglądało.


O, a tutaj pędzle których nigdy nie używałam. U góry pojemnik podróżniczy z pędzlami. Niektóre zgubiłam, a używam tylko trzy.





I jak Wam się podobał mój pierwszy kosmetyczny wpis? Zachęciłam Was do zakupu tych jakże drogich rzeczy? Mam ich w domu jeszcze masę, ale nie chciałam wszystkich pokazywać. Jak już wiecie nie nadaje się do prowadzenia bloga kosmetycznego, dlatego wielki szacun dla tych, którzy to robią. I oczywiście wpis nie miał obrazić kogokolwiek. 

Skomentujcie tam na dole, a kolejna dawka humoru będzie już w następny piątek! Jaki opis kosmetyku Wam się najbardziej podobał?




Pozdrawiam Kolorowo

Beatrycze