Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2019. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2019. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 stycznia 2020

,,24 powody" dla których ten rok był dla mnie wyjątkowy!

Czołgiem! Witam w 2020 roku! Odetchniemy teraz od Blogmasów, które zajmowały tutaj cały grudzień, ale fajnie by było, podobnie jak większość blogów zrobić tu jakieś podsumowanie, takie w moim stylu, także bez zbędnego pierdzenia zapraszam do czytania.... BĘDZIE ŚMIESZNIE!


,,24 powody"
Dla których ten rok był dla mnie wyjątkowy.

Po jeden... założyłam bloga. Pierwszy wpis pojawił się chwilę po moich urodzinach... 17 lutego. Dzięki tej decyzji (i faktowi, że blog.pl zawiesił działalność, ale tym się nie chwalmy) jestem tu z Wami. Tamten blog był częściej odwiedzany, ale ten mi się bardziej podoba, bo jest taki, jaki chciałabym, aby był. Zrobię wszystko w tym roku, aby miał więcej wyświetleń.

2. Pojechałam do Bułgarii - był to naprawdę wspaniały i śmieszny wypad. Jeśli słyszeliście, że jakiś polaczek zrobił tam wiochę, to byłam ja. (KLIK)

3. Byłam na koncercie zespołu ,,Enej"- podczas którego kupiłam frytki i ktoś mi je zjadł, na szczęście zostawił jednego!

4. Większość z moich postanowień na 2019 zrealizowałam - kilka mi się nie udało, nie chciało, albo po prostu w te dni co miałam je wykonać wstałam lewym łokciem. Chciałam o tym napisać, ale nie chce mi się.

5. Nie chorowałam ani troszkę - bo w sumie okres i ząb się nie liczą.

6. No i nie wyrzucili mnie z pracy za opierdalanie się - pewnie dlatego, że nie choruje.

7. Byłam na biwaku -  szamałam parówki na łonie natury, a policja sprawdzała moją trzeźwość po jeździe na rowerze miejskim (KLIK).

8. Zmieniłam styl i zaczęłam się ubierać bardziej kolorowo - wyglądam jak tęcza. Mam nawet tęczowe socksy!

9. Przeżyłam cudowne święta - wszyscy żyją, było dobre jedzonko i śmieszne wspomnienia.

10. Dostałam paprykarz szczeciński na urodziny - i ktoś mi go zjadł (KLIK).

11. Byłam na największej ilości imprez dotychczas - wypiłam chyba najwięcej wódki z tej okazji, chociaż pewna część tego trunku mi się zwróciła (nie wiem, czy jest się z czego chwalić, ale zazwyczaj jestem taka samosia więc chyba można)

12. Spotkałam się też z Agnieszką Chylińską - i nie wyprowadził mnie Pan Ochroniarz (KLIK)

13. Przeczytałam kilka cudownych książek - niektóre ponownie, by zrobić dla Was recenzje. W tym roku też będą. Przeczytałam też skład od Domestosa jak zapomniałam telefonu do kibelka.

14. Zobaczyłam masę ciekawych filmów (o których wpis niedługo!) - i dziwnych też. Ma ktoś może psychiatrę (KLIK)?

15. Polubiłam spacery do lasu - o ile nie wbija mi się kleszcz to w sumie jest spoko.

16. Sporo ćwiczyłam - nie schudłam, bo za dużo jadłam. Ale ćwiczyłam. Ma ktoś ciastko (KLIK)?

17. Byłam na Mam Talent - już po raz enty, ale tym razem wyjątkowo bo odwiedziła mnie znajoma z Warszawy! Działo się więcej, niż w kibelku po zjedzeniu krokietów z kapuchą. (KLIK)

18. Odwiedziłam Jarmark Bożonarodzeniowy i Jarmark Dominikański (KLIK)

19. Pierwszy raz tańczyłam zumbe - wyszło to piekielnie źle, w sumie w ogóle nie wyszło. Widzieliście tańczące walenie? - to by było jakoś tak mniej wiecej...

20. Pojechałam do aquaparku - a gacie podczas zjazdu mi wlazły tam gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę.

21. Byłam na łyżwach - i zaliczyłam taką glebę, że miałam dwa okrągłe siniaki na dwóch wielce okrągłych pośladkach.

22. Poznałam masę ciekawych ludzi - jak co roku i dziękuje, że są w moim życiu. Loffki kisski itepe.

23. Pierwszy raz leciałam samolotem - wcześniej jakoś nie było okazji, a i przyznam, że miałam niemałego cykora dlatego wolałam jazdę. A teraz nikt by mnie na tą jazdę nie namówił. Świetne uczucie.

24. Byłam w pijalni piwa i wina - po obu miałam mętlik w głowie, ale czułam się fantastycznie.

Pewnie większości nie mogę sobie przypomnieć. Są też takie, które chce sobie zachować w serduchu, dla siebie. Jeśli chodzi o postanowienia zeszłoroczne miałam ich aż 24, zawieszone od środkowej strony szafki na przybory do malowania. Większość się udała, niektóre nie miały prawa się spełnić... na przykład koncert Meghan Trainor, bo takowego nie było. Ale tak jak już wspomniałam ten rok wspominam dobrze, a nawet bardzo dobrze. Najważniejsze, że wszyscy są ze mną... cali i zdrowi. O minusach tego roku nie będę pisała, bo w sumie po co. Nie ma ich jakoś dużo.

W tym roku postanowień nie robię. Rok temu towarzyszył mi kalendarz, a także przez trzy lata książka o której zapewne niebawem napiszę. W kalendarzu wypisywałam rzeczy do zrobienia, ale często je przekładałam. Bo to ktoś nie mógł, bo mi się zmieniły plany i było mi z tego powodu smutno. Planowanie tygodnia wcześniej chyba nie jest dla mnie, bo za szybko wszystko się zmienia i serio dziwie się ludziom, którzy używają kalendarze czasowe:

12:00 -13:00 - obiad i spotkanie z Sebą
13:-00-14:00 - przychodzi Ola na plotki
14:00 - 15:00 - zrobię se kupę i mielone na jutro (sorry Ola, ale musisz już iść)

W moim przypadku to pewnie Ola nawet by nie przyszła bo by się okazało, że musi jechać z siostrą do dentysty. Żeby nie było... ja nie mam do moich znajomych jakichkolwiek pretensji, bo znajdują dla mnie czas, a i ja czasami zmieniam plany. Po prostu system kalendarzowy nie jest dla mnie i w tym roku ani nic bardziej nie planuje, ani w kalendarzu nie zapisuje.

Moje plany noworoczne są w sumie dwa... cieszyć się życiem i trochę schudnąć, bo po świętach przytyłam aż kilo! Chciałabym z każdego dnia się cieszyć i być radosną dziewczyną, a także dla Was klikać. No i może kogoś ciekawego poznać w tym roku. Ale to takie małe marzenia. Co będzie to zobaczycie pewnie w następnych wpisach! Mam masę pomysłów, będą recenzje książek, płyt, filmów, będą moje śmieszkawe historie, a nawet konkurs!

W styczniu będzie trochę podsumowań, które pewnie przełożą się aż na luty, bo tam będzie rocznica tego bloga, ale postaram się robić też wpisy takie klasyczne, które mam nadzieję, że rozśmieszą Was do łez!



A czy Wy macie jakieś postanowienia noworoczne? Może lepicie mielone na dzisiaj? Opowiadajcie w komentarzach, wszystkich blogi odwiedzam z przyjemnością :).





INSTAGRAM: historiesmieszka


Pozdrawiam Kolorowo


Beatrycze


piątek, 30 sierpnia 2019

,,Kiedys to było..."- czyli historie o namiotach.

Czołgiem. Dzisiaj historia, a właściwie namiotowe historie, bo będą aż dwie. Chciałam z nich zrobić osobne notki, ale stwierdziłam, że nie będę Was zanudzała i napiszę o wszystkim raz a dokładnie także zapraszam do czytania i komentowania!



Niedawno nawaliło mi się parę spraw na głowie... problemy z przyjaciółmi, chory pieseł i zepsuty samochód, sprawiły, że moje samopoczucie legło w gruzach, niczym Jenga. Postanowiłam jednak wziąć się w garść, a przede wszystkim wyciszyć, dlatego pojechałam na krótki weekend w tygodniu na pole namiotowe znajdujące się nad morzem, a konkretnie Stogi. W tym roku kupiłam sobie nowy namiot i nową kalimatę, także bardzo cieszę się, że mogłam z nich w końcu skorzystać. Pogoda była super, pomimo burzy i ulewy w nocy, ale na szczęście namiot mi nie przeciekł, jak poprzedni o którym mowa będzie na dole. Niestety kalimata nie była zbyt wygodna i w nocy budziłam się, bo gdzieś tam jakaś części ciała mi zesztywniała, a i pod dupą miałam szyszkę (nazwałam ją Bartek).  Teren nie był zbyt prosty dlatego też często zjeżdżałam w dół wraz z Bartkiem. W końcu poszłam też nad Bałtyk (nie, aż tak daleko nie zjechałam w tym namiocie), mimo iż nie mam daleko to jeszcze w tym roku nie byłam. Nie kąpałam się bo woda była w ciul zimna, a i było pełno meduz. Nie wiem czemu, ale nie chcę, aby mnie tykały chociaż wiem, że nie są niebezpieczne. Jeździłam na rowerkach, korzystałam z jednorazowego grilla, jadłam super gofery i zwiedzałam stare niemieckie czy ciul wie jakie bunkry. Ale przede wszystkim się wyciszyłam i porozmyślałam o paru sprawach, które mnie dręczyły jeszcze parę dni temu. Na pewno muszę się mniej przejmować...


I te parówki gotowane w naturze!


Jednak, żeby było śmieszniej chciałabym Wam przypomnieć historie, która miała miejsce nie wczoraj, a dwa lata temu.

Jechaliśmy przed siebie, mieliśmy zatrzymać się po prostu gdzieś dalej od domu bez zbędnych planów. Jednak okazało się, że to była najbardziej pechowa wycieczka na jakiej dotąd byłam...

Ruszyliśmy spóźnieni, okazało się, że moja siostra zapomniała portfela, wiec po godzinnej jeździe, musieliśmy zawrócić. Jedziemy z powrotem, zgłodnieliśmy więc wstąpiliśmy do Maka. Postanowiłam zamówić sobie kawę, którą niefortunnie wylałam na koszulkę i spodenki. Nie specjalnie miałam jak się przebrać, ale jakoś się udało. Wsiadamy w samochód, ruszamy, a tu po kilku kilometrach samochód totalnie pada i nie chcę się uruchomić. Zmuszeni jesteśmy pchać auto, albo chociaż zjechać nim z tej powalonej obwodnicy. Zmęczona, niczym pchaniem psa na spacer, który wciąż leży, ale szczęśliwa bo udało nam się postawić auto w jakimś bezpiecznym miejscu. Jesteśmy w Elblągu. Kilka kroków dalej jest mechanik samochodowy, idziemy tam, ale facet mówi, że tylko ciężarówki naprawia. Idziemy dalej, pieszo do innego warsztatu. Robię siku w krzakach. Przyjmie auto. Udaje się nam jakoś dopchać złomka, ale niestety pojazd zostaje na noc. Bierzemy toboły, których jest masa i udajemy się szukać hotelu. W mieście jest jakaś impreza, więc cztery hotele powiedziały nam ,,nara".
Wtedy ubierałam się
tylko na czarno :D

Znajdujemy pole biwakowe, na szczęście siostra wpadła na pomysł, aby wziąć stary namiot. Jedziemy tramwajem. Zaczynamy rozkładać namiot, robi się straszna ulewa. Po rozłożeniu w środku jest okrutnie dużo wody. Na zewnątrz też. Wszystko było mokre, wstawić rurę do namiotu i mamy aqapark.  Na szczęście przestaje padać. Idziemy coś zjeść, jednak gdy wracamy, znowu pada i dodatkowo jest okrutna burza. W namiocie Niagara. Idziemy do sklepu budowlanego kupić jakąś osłonę, coby chociaż na tym się położyć. W pobliskim sklepie, niestety nie ma prądu, więc jesteśmy zmuszeni do spania w kałuży. Byłam cała mokra, nawet czyste ciuchy miałam mokre, jak mam szczerze mówić to miałam rękę w kałuży, więc istnieje możliwość, że się zsikałam tam i nawet nie poczułam. Mokre było wszystko, nawet woda w butelce. Ale przynajmniej nie musiałam  się myć :P. Kolejnego dnia pogoda ładniejsza, ale w namiocie nie da się już spać. Niestety samochód musi być jeszcze jeden dzień u mechanika, na szczęście Pani wynajęła nam domek na polu namiotowym, a jeszcze dzień wcześniej nic nie było dostępne. Spałam jak zabita. Do dzisiaj odsypiam.

Mówiłam sobie, że kiedyś z tej historii będziemy się śmieli i w sumie co nas nie zabiło, to wzmocniło. Do ,,najgorszych miejsc w jakich spałam" spanie w kałuży, jest na numerze drugim. O pierwszym może kiedyś Wam opowiem...

Powiem Wam, że najgorsze to chyba higiena osobista na takich biwakach. Przykładowo idziesz się kąpać pod prysznice, a wracasz w klapkach i masz stopy od piachu. Dodatkowo buty w których były twoje spocone pepegi leżą w namiocie i walą niemiłosiernie.

Psychika wyzdrowiała, piesek zdrowieje, a samochód jest cały. No przynajmniej mój. Ten z drugiej historii nie ocalał niestety.

A czy Wy lubicie biwaki? Byliście na jakimś? Opowiadajcie, chętnie Was posłucham!


Zapraszam Was of course na Instagrama historiesmieszka! Tam o wiele więcej, a my widzimy się w piąteczek, piątunio. Do niedzieli Was wszystkich poodwiedzam! :)




Pozdrawiam Kolorowo


Beatrycze

Dodaje pewną nowość i odsyłać Was będę zawsze na dwa podobne wpisy! Pamiętajcie, ze wszystkie wpisy znajdziecie po prawej stronie!

PODOBNE HISTORIE:






piątek, 14 czerwca 2019

,,Jeden miesiąc - jeden film" cz.1

Czołgiem. Ostatnie dni to dla mnie czas, gdzie właściwie czasu nie mam. Dlatego wybaczcie te małe niedociągnięcia. Dzisiaj, pomimo burzy postaram się Was poodwiedzać i napisać ten wpis. Na początku roku zrobiłam sobie 24 postanowienia o których będę trąbiła pod koniec 2019. Jednym z postanowień na ten rok było pójście do kina przynajmniej raz w miesiącu. Jesteśmy w połowie tego wyzwania, w czerwcu w kinie nie byłam (nie będę miała później czasu na ten wpis, bo będą inne wydarzenia, a nie chcę robić jednego z 12 filmami), ale mimo wszystko będzie o 6 filmach z 12(nie wiem czy cokolwiek zrozumieliście z tej burzy mózgownicy). Miłego czytania!

No to może bez większego paplania o bigosie zaczniemy od stycznia zimnego, jak lód w zamrażalniku. No chyba, że nie macie prądu.


,,Chłopiec z burzy"

I znowu o burzy... poszłam na ten film, bo nic nie leciało w kinie, a twórcy powiedzieli, że jest podobny do ,,Cudownego Chłopaka" o którym pisałam recenzje ostatnio. Film przypominał ten z rodzaju przyrodniczych. Jak taki nudny Animal Planet, co pokazuje wylegujące się foli na plaży w tym mnie. Mówił o ptakach z którymi zaprzyjaźnił się mały chłopiec i z nimi dorastał. Chyba to były pelikany. Nie chcę wchodzić w Google, bo chcę sama z pamięci opowiedzieć co mi pozostało po tym filmie. Jednakże troszkę się zawiodłam, nie wzruszyłam się (a ryczę bardzo szybko), nie zaśmiałam, a początek filmu był nudny i się dłużył tak, że Velvet przy tym to nic*. Końcówka nawet okej, chociaż do przewidzenia. Burzy to już mam dosyć po ostatnim tornadzie - Gdańsk pozdrawia!

*Velvecie, już drugi raz o tobie wspominam na blogu. Dawaj hajs za reklamę.


6/10 w skali zajebistości

Luty był troszkę mniej zajebisty:


,,Kobiety mafii 2"

Oglądałam pierwszą część i zawsze mnie się fabuła myli z ,,Botoksem". Szału nie było i przy tych pierwszych filmach, ale nawet ujdzie, więc postanowiłam pójść na drugą część, które były jak rozciągnięte gacie z tej pierwszej. Właściwie niewiele z tego pamiętam. Przeciągnięte historie z udziałem Niani Frani jakoś mnie nie wbiły w fotel, a nawet jeśli, to utknęłam. I znowu ci sami aktorzy.


4,5/10 w skali zajebistości

W marcu poszłam na kolejny Polski film:


,,Misz masz, czyli Kogel Mogel 3"

Ci, którzy myśleli, że będzie to bardzo wtopiona, niczym ser na kanapce kontynuacja tamtych części to się zawiedli. Ja na to nie liczyłam, w końcu bohaterzy podrośli, urośli bo pili dużo mleka od tamtejszych krów. Nie lubię starych filmów, ale tamte oglądałam z przyjemnością i na ten postanowiłam się wybrać. Śmieszny, sarkastyczny dowcip, fajna fabuła, miłość, zwycięstwo... jak dla mnie bomba, z minimalnym klimatem tamtych lat.


8,5 w skali zajebistości

No i czas na kwiecień:


,,Eter"

W kwietniu kompletnie nic nie leciało. Ale mus na coś pójść to mus. Był czwartek, więc wybraliśmy się na czwartki za dychę. W końcu coś trzeba zobaczyć. Dostaliśmy plaskaczem w ryj filmem "chyba" historycznym, z jakimś matołem co robił jakieś eksperymenty. Nie nie był to Edelman. W sumie nie wiem do jakiej części historii to przypisać, może wtedy kiedy Maryla zaczynała koncertować. Bez fabuły, bez ciekawości, nudny, nie śmieszny. Jak kupa w oleju, chociaż nie wiem skąd to określenie. Nie pływa, dryfuje. Ale w końcu dałam za to dychę... chociaż się nachosów najadłam!


4,5/10 w skali zajebistości

W maju byłam na dwóch filmach, także oba przedstawie:


,,Praziomek"

Właściwie bajka dla dzieci. Pomimo dosyć dziwnej fabuły jest bardzo śmieszna i ma mnóstwo humoru, który zrozumieją dorośli w formie podtekstów (chyba, że tylko ja jestem na tyle zboczona). Śmieszne postacie z nosami, przypominające wieszaki, wyprawa niczym mamucia z Epoki Lodowcowej. Przygody męskiej Zuzi spodobają się każdemu.


7,5/10 w skali zajebistości

,,Smętarz dla zwierząt"

Ten horror miał mieszane uczucia. W sensie kilka osób miało wrażenie, że gdzieś go już widziało. Ja nie, ale coś w tym musi być. Jakaś kopia, lepsza forma? Sama nie wiem, musiałabym poczytać. Fajny, nawet straszny Ciekawa fabuła, trzyma w napięciu do końca. Zupełnie inny horror, niż do tej pory wiedziałam. Oczywiście zaczyna się od przeprowadzki do nowego domu!


9/10 w skali zajebistości

No i podsumowując, najgorsi okazali się ,,Eter" i ,,Kobiety Mafii 2", a najlepszy był horror ,,Smętarz dla zwierzaków". A Wy jaki film ostatnio oglądaliście w kinie? A może byliście na tych, co wymieniłam?






Pozdrawiam Kolorowo


Beatrycze

W grudniu/styczniu dowiemy się, jakie było kolejne sześć filmów!