
Niedawno nawaliło mi się parę spraw na głowie... problemy z przyjaciółmi, chory pieseł i zepsuty samochód, sprawiły, że moje samopoczucie legło w gruzach, niczym Jenga. Postanowiłam jednak wziąć się w garść, a przede wszystkim wyciszyć, dlatego pojechałam na krótki weekend
![]() |
| I te parówki gotowane w naturze! |
Jednak, żeby było śmieszniej chciałabym Wam przypomnieć historie, która miała miejsce nie wczoraj, a dwa lata temu.
Jechaliśmy przed siebie, mieliśmy zatrzymać się po prostu gdzieś dalej od domu bez zbędnych planów. Jednak okazało się, że to była najbardziej pechowa wycieczka na jakiej dotąd byłam...
Ruszyliśmy spóźnieni, okazało się, że moja siostra zapomniała portfela, wiec po godzinnej jeździe, musieliśmy zawrócić. Jedziemy z powrotem, zgłodnieliśmy więc wstąpiliśmy do Maka. Postanowiłam zamówić sobie kawę, którą niefortunnie wylałam na koszulkę i spodenki. Nie specjalnie miałam jak się przebrać, ale jakoś się udało. Wsiadamy w samochód, ruszamy, a tu po kilku kilometrach samochód totalnie pada i nie chcę się uruchomić. Zmuszeni jesteśmy pchać auto, albo chociaż zjechać nim z tej powalonej obwodnicy. Zmęczona, niczym pchaniem psa na spacer, który wciąż leży, ale szczęśliwa bo udało nam się postawić auto w jakimś bezpiecznym miejscu. Jesteśmy w Elblągu. Kilka kroków dalej jest mechanik samochodowy, idziemy tam, ale facet mówi, że tylko ciężarówki naprawia. Idziemy dalej, pieszo do innego warsztatu. Robię siku w krzakach. Przyjmie auto. Udaje się nam jakoś dopchać złomka, ale niestety pojazd zostaje na noc. Bierzemy toboły, których jest masa i udajemy się szukać hotelu. W mieście jest jakaś impreza, więc cztery hotele powiedziały nam ,,nara".
![]() |
| Wtedy ubierałam się tylko na czarno :D |
Znajdujemy pole biwakowe, na szczęście siostra wpadła na pomysł, aby wziąć stary namiot. Jedziemy tramwajem. Zaczynamy rozkładać namiot, robi się straszna ulewa. Po rozłożeniu w środku jest okrutnie dużo wody. Na zewnątrz też. Wszystko było mokre, wstawić rurę do namiotu i mamy aqapark. Na szczęście przestaje padać. Idziemy coś zjeść, jednak gdy wracamy, znowu pada i dodatkowo jest okrutna burza. W namiocie Niagara. Idziemy do sklepu budowlanego kupić jakąś osłonę, coby chociaż na tym się położyć. W pobliskim sklepie, niestety nie ma prądu, więc jesteśmy zmuszeni do spania w kałuży. Byłam cała mokra, nawet czyste ciuchy miałam mokre, jak mam szczerze mówić to miałam rękę w kałuży, więc istnieje możliwość, że się zsikałam tam i nawet nie poczułam.
Mówiłam sobie, że kiedyś z tej historii będziemy się śmieli i w sumie co nas nie zabiło, to wzmocniło. Do ,,najgorszych miejsc w jakich spałam" spanie w kałuży, jest na numerze drugim. O pierwszym może kiedyś Wam opowiem...
Powiem Wam, że najgorsze to chyba higiena osobista na takich biwakach. Przykładowo idziesz się kąpać pod prysznice, a wracasz w klapkach i masz stopy od piachu. Dodatkowo buty w których były twoje spocone pepegi leżą w namiocie i walą niemiłosiernie.
Psychika wyzdrowiała, piesek zdrowieje, a samochód jest cały. No przynajmniej mój. Ten z drugiej historii nie ocalał niestety.
A czy Wy lubicie biwaki? Byliście na jakimś? Opowiadajcie, chętnie Was posłucham!
Zapraszam Was of course na Instagrama historiesmieszka! Tam o wiele więcej, a my widzimy się w piąteczek, piątunio. Do niedzieli Was wszystkich poodwiedzam! :)
Pozdrawiam Kolorowo
Beatrycze
Dodaje pewną nowość i odsyłać Was będę zawsze na dwa podobne wpisy! Pamiętajcie, ze wszystkie wpisy znajdziecie po prawej stronie!
PODOBNE HISTORIE:
- 3.05.2019r. ->,,Kiedyś to było..." - czyli historia o pewnej majówce i lodówce.
- 12.07.2019 ->Misja Bułgaria - Słoneczny Brzeg

