🎄 🎄🎄🎄🎄🎄 🎄🎄🎄🎄🎄 🎄🎄🎄🎄🎄 🎄
HOŁ HOŁ HOŁ... czas na ostatni Blogmas!
Witam Was serdecznie w czwartym i ostatnim Blogmasie, a tym samym ostatnim wpisie w tym roku. Z jednej strony smutno, z drugiej wesoło, bo przecież świat się nie kończy, a przynajmniej Majowie nic o tym ostatnio w telewizorni nie wspominali. Dzisiejszy wpis, jak widzicie po tytule, nie będzie należał do żadnej z grup, jakie miałam dotychczas (znajdziecie go w ,,śmieszkawych historiach"), ponieważ chciałam tutaj poopowiadać o tym, jak spędziłam ostatnie dni.
To była jakaś szalona gonitwa za wszystkim. Okazało się, że mogłam więcej rzeczy zrobić wcześniej, ale jestem sobą i tego nie ogarnęłam. W planach miałam tyle rzeczy, że bym mogła cały miesiąc na spokojnie tym zapełnić, ale nie, bo jestem sobą. W sobotę spotkałam się z moją chrześniaczką i kupiłam jej prezent, konkretniej dziecięce pianino.
W niedzielę spotkałam się z przyjaciółką i kolegą. Z nimi też byłam na wakacjach w Bułgarii (KLIK), rozmawialiśmy o tegorocznych wakacjach i planach w restauracji z pysznym szamankiem i świątecznym klimatem. Z przyjaciółką wymieniliśmy się prezentami, a ja również dostałam mocno poryty prezent. Konkretniej pianino łazienkowe. Znaczy siedzisz sobie na sedesie, ciśniesz dwójkę i grasz sobie ,,Panie Janie" - bo ja aktualnie nic więcej nie umiem. No i dostałam też tanecznego ping ponga. Tańczysz, aż wszystkie piłeczki wypadną. Chciałam w to zagrać w święta, ale moja rodzina chyba nie jest aż taka rozrywkowa. Tu chyba przydałaby się zgrzewka piwa. Dostałam też masę skarpet, wina (które już wypiłam), czekoladek przeróżnych...
Byłam też na dwóch cmentarzach, nie obyło się bez wejścia w gówno. Co udało mi się posprzątać chatę, to ktoś mi wniósł syf. Ogółem ze wszystkim byłam spóźniona, tu trzeba było coś wyprasować, tu mi Mama daje ogórka do pociachania, tu pies chce siku, a potem rzyga na dywan, który trzeba wyczyścić, igły z choinki, które przez rok wbijają się w du#pę. Błoto na dworze, w lampkach baterie się rozładowały, a w sklepach nie mają czekoladowej polewy do sernika. Ciasta mamy tyle, że można się nim rzucać, ale sernik musi jeszcze być. Z czekoladową polewą od course, po którą jechałam 11km.
![]() |
| Wigilijna stylizacja |
W końcu usiedliśmy do rodzinnego stołu, chociaż dopiero o 22 przypomniało mi się, że zapomniałam włożyć siano pod obrus. Jeden plus, że później nie musiałam tego sprzątać. Najbardziej chyba nie lubię dzielić się opłatkiem. Jedyne, czego mi życzyli to drugiej połówki, a ja osobiście mam taki mętlik w głowie, że nie chciałabym gadać o tych moich miłosnych problemach, a tym bardziej w wigilię, więc mnie to troszkę zdołowało. W głowie mi siedziała opcja, że może przyjdzie jakiś wędrowiec w wieku 22-27 lat, przystojny, ogolony, a jak nie będzie je@ał wódą, to w sumie przyjmę gościa. Będzie siedział na kanapie, bo przy stole już nie byłoby miejsca (stół tak obstawiony żarciem, jakbym miała całą zmianę z pracy zapraszać) może nawet usiąść mi na kolanach.
Apropo żarcia na wigilię, to osobiście go nienawidzę. Oprócz ciasta jestem w stanie zjeść może z dwa rodzaje ryb... więc aktualnie wolałabym pizzę. Nie wiem co ludzie widzą z połączenia kapuchy i grzyb. W szczególności z kapuchy. Później przyszła siostra z mężem i tą dziwną atmosferę jakby stłumili. I bardzo dobrze. Później już było tylko wesoło, śmiesznie i głośno - czyli tak jak lubię.
Czas na prezenty. U nas w domu robi się losowanie i każdy daje każdemu prezent za wyznaczoną wcześniej kwotę. Ja wylosowałam siostrę, a mnie na przykład mój Tata. Dostałam kamerę i zestaw do samochodu, kosmetyczkę i breloczek. Po prezentach czas na ciasto i przepyszne wino, butelkę chyba wypiłam sama, tak mi jakoś wchodziło.
![]() |
| To moje tegoroczne prezenty od Mikołaja :) |
Kolejnego dnia było oglądanie serialów, gra w Jengę i dziwny film. Natomiast w czwartek zasadniczo już miałam dość tych świąt. Piszę w ten dzień właśnie dla Was, oglądałam sobie serial na Netflixie i byłam z psiakiem na długich dwóch spacerach. Później przycupnę do książki i zamówię nowe na stronie EMPiK.
Zawsze mnie irytuje to, że tylko ja się tak przykładam do tej świątecznej atmosfery, że chce aby był ten klimat, a ,,nikomu się nie chce", ale w sumie każda rodzina jest inna i każde świętowanie ma swoje zalety. Ja się mimo wszystko cieszę, że w te święta byliśmy wszyscy razem i nie wyobrażam sobie, by mogło kogoś zabraknąć. Może to nie jest świąteczny klimat rodem z filmów o świętach, ale fajnie się ogląda horror w wigilię, mając w nogach wtulonego psiaka, przytulając się do Mamy i pijąc sobie herbatkę. I chyba w sumie nie chcę, aby było inaczej.
Schodząc z tematu jeszcze ostatnie cztery okienka z kalendarza adwentowego:
Oraz jego podsumowanie:
Jeśli chodzi o kalendarz marki Yves Rocher z jednej strony jestem miło zaskoczona, a z drugiej strony mam lekki niedosyt. Zacznijmy może od jego wyglądu... na pewno jest cudny, nie zepsuł się, kartoniki podczas otwierania się nie darły. Najważniejsze jest jednak wnętrze. Kalendarz kosztował 220 zł, wyliczając z tego, że dostałam przesyłkę za darmo, a do tego wodę toaletową i płukankę do włosów (TU WPIS O KALENDARZU), więc tak mniej więcej można powiedzieć, że kalendarz kosztował mnie 190 zł, co daje ok 8 zł za pudełko (w moim przypadku, jak ktoś kupował bez zniżek, wyszło mu drożej), biorąc pod uwagę koszt produkcji kalendarza mówimy tu jakoś o 7,50 za okienko. No to faktycznie nie jest dużo, tym bardziej, że ta marka się nawet ceni. Nie nastawiałam się na kosmetyki do makijażu, bardziej do pielęgnacji i to prawda, bo tych pierwszych było mało. Największym niewypałem były numery 1 i 12. Zaczęli z przytupem... perfumetka, a właściwie próbka perfum. Trzy psiknięcia i koniec produktu. Powiem Wam, że 1 psikałam, żeby powąchać sobie na nadgarstku i już nie ma połowy. Był też pilniczek, ale nawet spoko, bo miał 4 różne warstwy. Minusem też była ilość żeli pod prysznic, mam ich aż 4. To jest moim zdaniem przesada. Jeśli chodzi o jakoś produktów to są fenomenalne. Weźmiesz sobie kapkę żelu i się cały umyjesz, bo tak się pieni, a kładąc się spać czujesz zapach choinki z lasu. Najbardziej się cieszę z dwóch płynów micelarnych, peelingu, balsamu i pomadki do ust z dna 24.![]() |
| Smaczki z 24 okienka |
A ten czekoladowy był tak niedobry, że zjadłam 2 czekoladki, a reszty nie otwierałam. Więc masakra masakr masakry.
Ale się rozgadałam uuuaaa... no to, żeby nie rozciągać chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najlepsze w 2020 roku! Widzimy się w piątek, będzie o postanowieniach noworocznych i podsumowaniach, a później lecimy co piąteczek z nowym wpisem do naszych kategorii, mam pełną głowę nowych pomysłów!
Takim akcentem kończę Blogmas 2019 i zapraszam za rok! A jak Wy spędziliście święta?
Do zobaczenia w przyszłym roku!
Do zobaczenia w przyszłym roku!
Pozdrawiam Kolorowo
Beatrycze
ZAPRASZAM NA POPRZEDNIE BLOGMASY!
PS: A to moja świąteczna wykreślanka:

















