Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 grudnia 2019

🎄III BLOGMAS🎄 ,,Kiedyś to było..." - czyli historia o świątecznym rysunku.

🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄

Hoł hoł hoł... czas na trzeci Blogmas!


Witam Was serdecznie w trzecim z czterech  wpisów świątecznych na tym blogu. Mam nadzieje , że będzie fajnie, bo dzisiaj zapraszam Was do mojej historii z dzieciństwa, której nie pamiętam, ale którą co rok przypomina przy Wigilijnym stole moja Matczyna Jednostka. 

Przenieśmy się do czasów, kiedy miałam siedem, osiem lat, czyli jakoś wtedy, gdy Maryla Rodowicz była u szczytu swojej kariery. Ważne w tej historii jest to, że umiałam już jako tako pisać (za to z matmy byłam debil). Klasycznie plecak z pokemonami, któremu często psuły się zamknięcia i regularne niedojadanie kanapek z czerwonego pojemnika. Okres świąt i ostatnie zajęcia przed wolnym czasem, a zasadniczo ostatnia wywiadówka na której głównie poruszano sprawę klasowych Mikołajek, czy jakiejś tam Wigilii. Oczywiście większość naszych zajęć z tamtego okresu była jakimś twórczym mazidłem dopasowywanym pod okres świąt Bożego Narodzenia.

Moja Mama przyszła po wywiadówce i tuż po niej zaczęła się rozglądać na tablicy korkowej, szukając mojego arcydzieła. Rysunki całej klasy były zawieszone, nawet te w ciul brzydkie, ale mojego nie mogła znaleźć. Tematyka rysunku brzmiała ,,Mój stół wigilijny" (dokładnie nie pamiętam, ale dodałam to do fajności tej historii) no i każdy tam napędzlował stół, jakieś potrawy, w tle choinka, wszystkich członków rodziny, lewitującego psa gdzieś w tle, ale mojego rysunku nie było. Moja Mama jakoś się nad tym nie zastanawiała i chciała już sobie pójść do domu, ale w tym momencie zaczepiła ją moja wychowawczyni, która donośnym głosem stwierdziła, że mojego rysunku nie znajdzie na tablicy i zaprosiła ją do siebie.

Już wiadomo co było grane. Przez myśl pewnie jej przychodziła rodzina siedząca przy stole z gołymi cycami, albo jakaś świąteczna draka z płomieniami w tle. Pewnie gdyby to się działo w tych czasach, nauczycielka dostałaby kartkę z ogromnym napisem XD, taki ze mnie śmieszek.

Ale to nic z tych rzeczy...

Mojej Mamie przed oczami ukazał się rysunek kolorowy, w formacie A4, bardzo ładnie narysowany, siedzi sobie rodzinka z Dziadkiem i zasadniczo wszystko by było ładnie prócz małego szczegółu...

na stole nie zobaczyłeś u mnie potraw rodem z Wigilijnego stołu, ale ogromną butelkę (nawet większą od tego stołu), a zamiast talerzy, każdy z uczestników wieczerzy, w tym ja, otrzymał kieliszek. Może całość dałoby się jeszcze jakoś wytłumaczyć, gdyby nie fakt, że na butelce ogromnymi napisami, wychodzącymi poza obręb butli, był napis WÓDKA. O dziwo nawet z Ó kreskowanym. 

Nawet nie chce wiedzieć jak mojej Mamie musiało być wstyd z tego powodu. Od razu podkreślam, że w mojej rodzinie nie pija się wódki na Wigilię (ew. wino wieczorem, ale to też weszło jak już byłam dorosła), ani nie jesteśmy jakąś patologiczną rodziną u której ten trunek jest/był codziennością. Owszem, moi rodzice abstynentami nie byli, ale jak już mówiłam, alkohol jakoś często się u nas nie pojawiał, a tym bardziej w ten wyjątkowy dzień.

Na szczęście nauczycielka bardzo dobrze znała moich rodziców, więc wzięła to z przymrużeniem oka. Ale moja Mama do dziś nie wie co mi strzeliło do głowy i zawsze opowiada o tym wstydzie, jakiego się przeze mnie najadła. Jeden plus z tej historii jest właśnie taki, że nauczycielka właśnie nas znała, czasem przychodziła na kawę, była naszą sąsiadką i wiedziała, że u nas wszystko jest w porządku.

To jest moja śmieszna świąteczna historia, a czy Wy macie takie? Co wspomina się u Was rok po roku w Wigilię? Piszcie śmiało!

A co u mnie?
Klimat świąt coraz bardziej daje się we znaki. Uszczęśliwił mnie fakt, że już od 18 grudnia mam w pracy wolne, czego nie planowałam totalnie, ale mega się cieszę, bo będę mogła poczuć świąteczną atmosferę. Dostałam również od nich paczuszkę ze słodyczami, herbatą, kawą i winkiem.  Już mam większość prezentów, brakuje mi tylko czegoś dla siostry, ale w weekend ogarnę. Jedyne co zauważyłam, że kiepsko u mnie z planowaniem. Miałam fajny harmonogram zrobiony na grudzień i wszystko się posypało na inne dni, niż planowałam. Będę miała nauczkę na kolejne lata, rok temu zrobiłam harmonogram prezentów i też w niczym mi nie pomógł, dzisiaj korzystam z aplikacji ,,My Gift" i jest super. Muszę jeszcze masę rzeczy zrobić przed świętami, a mój super kalendarz nie przewidział, że mam aż tyle wolnego! Ile tam jest nakreślane o ludzkości!




Oglądałam masę świątecznych filmów, aż trudno wymienić. Spotkałam się w przyjaciółką, w weekend widzę się z chrześniaczką, drugą przyjaciółką i może pójdziemy do kina albo coś zjeść, a w poniedziałek muszę jechać do cukierni i na cmentarze, także się dzieje!


Oto moje kalendarzowe zdobycze:
Od lewej: tropikalny żel pod prysznic, kredka do brwi, masełko do ciała, maska do włosów, lekko różowy lakier do paznokci, żelowy krem do twarzy,  zimowy krem do rąk :)


Openingi różnego rodzaju, a także dzisiaj (piątek) na insta jest wrzucony filmik, co było w moich kalendarzach adwentowych, także tam się dzieje, zapraszam -> historiesmieszka

Z racji tego, że widzimy się dopiero w piątek, a Wigilia zaczyna się we wtorek, nie będę robiła dodatkowego postu, lecz napiszę życzenia dla Was tutaj...



W te święta chciałabym Wam życzyć tak od serducha dużo radości z życia. Abyście każdy dzień spędzali tak, jak byście chcieli... wyjątkowo. Żeby wszystkie Wasze marzenia się spełniły, od tych małych, po te duże. Życzę Wam, abyście te świąteczne dni przeżyli wyjątkowo, radośnie, w zdrowiu i w cudownej atmosferze bliskich! Żyjcie kolorowo!

Beatrycze