Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Rocher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Rocher. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 listopada 2019

,,Kiedyś to było..." czyli historia o kalendarzach adwentowych.

Czołgiem! Tak sobie dzisiaj myślałam i w końcu wymyśliłam do jakiej kategorii włożyć dzisiejszą paplaninę. Jednak chciałabym aby ten wpis był troszkę informacyjny, takie wiecie no, ogłoszenia parafialne, ale żeby nie było nudy chciałabym opowiedzieć Wam historie i w sumie moje przemyślenia na temat kalendarzy adwentowych. Także dzisiaj już troszkę świątecznie będzie.

Jak już wiecie mam ogromnego pierdolca na punkcie świąt Bożego Narodzenia i od małego tak miałam. Wielkanoc, czy inne święta mogłyby dla mnie nie istnieć, nawet w Tłusty Czwartek nie jadam pączków, bo po prostu nie przepadam, jednak miłość do tego właśnie święta nigdy chyba u mnie nie zgaśnie. Wyżej wymieniony pierdolec zaczyna się czasami już we wrześniu, gdy zaczyna się robić chłodniej, a przed nami perspektywa jesieni i dwóch miesięcy w których u mnie w życiu niewiele się dzieje. Wiadomo w te miesiące nie robię nic związanego ze świętami, ale już w głowie roi się od pomysłów dotyczących świątecznych prezentów, czy jakiś tam przygotowań, które i tak zrobię na ostatnią chwilę. 

W takich chwilach już w grudniu zawsze wspomaga mnie jakiś kalendarz adwentowy. Gdy byłam dzieckiem Mama zawsze ze mną robiła i kleiła jakieś tam papierowe, a 6-tego dostałam kalendarz z czekoladkami, bo zasadniczo wtedy innych nie było. Zawsze się cieszyłam, że mogłam zjeść aż sześć czekoladek jednego dnia, później po szkole zawsze zajadałam po jednej, aż w końcu zapominałam o kartoniku i przypominało mi się jakoś w Wigilię. Nigdy nie jadłam wszystkich czekoladek na raz. Chyba byłam jakiś dziwnym dzieckiem.

Chociaż powiem Wam, że najbardziej to ja czekam do tego pierwszego grudnia, kiedy mój pierdolec jest uzasadniony...
KLIKNIJ ABY POWIĘKSZYĆ

Rok temu na mojej starej stronie robiłam kalendarz adwentowy na bloga (KLIKNIJ)-> , który pochłaniał masę czasu, nie tyle co samo zrobienie, jak wykonywanie zadań.  W każdym okienku tego kalendarza było zadanie blogowe, które miałam wykonać i tak każdego dnia. Efekt był taki, że na początku wykonywałam to zadanie z radością, jednak później ze względu na świąteczne obowiązki nie miałam na to czasu i robiłam już to ,,byle jak". Sam pomysł był dobry, ale wyszła z tego straszna papka i nie chcę jej w tym roku powtarzać.

Na ten rok nie będę robiła kalendarza blogowego. Już sami wiecie dlaczego i dzięki temu uniknę całej chałupy w brokacie, psa i sąsiada z dołu. Jednak sama zainwestowałam lekko i kupiłam trzy kalendarze. Zawsze oglądając vlogmasy na YouTube zastanawiałam się, jak to jest, że ich stać na tyle kalendarzy? Ostatnio pewna Pani przyznała się, że wydała aż 12 tysięcy na kupno pięćdziesięciu kalendarzy. Mój pierwszy samochód tyle nie kosztował, nie chwaląc się, że jeżdżę nim po dziś dzień... Mnie na takie atrakcje nie stać, a i chyba bym musiała postawić je wszystkie na balkonie, którego nie mam, albo w ogóle zamieszkać z biedy w kartonie po kalendarzu. Przynajmniej miałabym zamykane okna.


Mój najdroższy kalendarz jaki mam w tym roku i w sumie pierwszy kosmetyczny jest marki Yves Rocher... kupiłam go za jakieś 220 zł na promocji wraz z tymi dodatkami (darmowa przesyłka). Uwielbiam tą markę i chciałabym ją jakoś mocniej poznać. W pakiecie mamy moją ulubioną odżywkę, płukankę octową do włosów i cudowny waniliowy smrodek (zawsze perfumy nazywam smrodkami). Dodatkowo dostaliśmy próbkę kremu na dzień i listki do sprawdzenia suchości mojej skóry.  Mi wyszło, że moja cera jest tłusta. Chyba niepotrzebnie smarowałam się wczoraj margaryną. Tak czy siak mam nadzieję, że nie pożałuje kupna tego kalendarza, bo jest to najdroższy jaki miałam. Ale wygląda cudownie. Codziennie inne pudełeczko. Mam nadzieję, że będzie tam mało pilniczków.




Dwa kolejne są ze słodkościami. Ten z Milki (ok 20zł) jest dla mojej Mamy (zrobiłam jej taki miły prezent), rok temu ja miałam podobny i byłam bardzo zadowolona, ma fajne, duże czekoladki i Biedronkowy z firmy Magnetic za 3,50... ta czekolada jest dobra, a i ja chciałam osłodzić sobie te dni, nie wydając masy pieniędzy, a Mikołaj ze zdjęcia wygląda jak po przechlaniu, więc kusił.




Może jeszcze w najbliższych kilku dniach kupie jakiś kalendarz, ale szczerze w to wątpię. Chociaż może moja wewnętrzna Grażyna upoluje jakieś okazje. 

EDIT W PIĄTUNIO: no i Grażyna upolowała kalendarz adwentowy dla mojej Puszosławy. Z 30 zł za 23...




Wiem, że to troszkę śmieszne, kupowanie kalendarzy dla pieseła, ale nie mam dla niej ostatnio smaczków, więc stwierdziłam, że to jest fajne i ciekawe. Zobaczymy jak się sprawdzi. Mieliście coś takiego?

To by było na tyle o kalendarzach, a ja Was zapraszam na małe ogłoszenia parafialne:

U góry licznik pokazuje, że już w Mikołajki, czyli 6 grudnia zaczynamy Blogmas. Wiem, że dużo osób robi go na blogu, co mnie baaaardzo cieszy, a ja chciałabym przedstawić jak to u mnie będzie wyglądało.

... będzie to seria czterech wpisów, które będą ukazywały się co piątek od 6 grudnia do 27... Będzie to połączenie naszych codziennych tematów ze świątecznym klimatem, który mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Musi być śmiesznie.

A czy Wy macie jakieś kalendarze w tym roku? A może robicie dzieciom? Zjadaliście wszystkie czekoladki na raz? Dajcie znać w komentarzu!


Pozdrawiam Kolorowo


Beatrycze