Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmieszek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmieszek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 maja 2019

Historia kina - autorstwa śmieszka.

Czołgiem. Długo zastanawiałam się o czym do Was dzisiaj napisać, ale po posiedzeniu w kibelku dotarła mnie piękna myśl, że dzisiaj napiszę o kinie. Czyli zapraszam na moje autentyczne historie i przemyślenia dotyczące mojego ulubionego miejsca, gdzie można dupę posadzić, czyli KINA :)

Cofnijmy się do czasu, kiedy to ja wybrałam się do kina po raz pierwszy, czyli mniej więcej w tym okresie:



Tak. Moje pierwsze wyjście do kina było dosyć późne, bo miałam jakieś osiem lat i pojechałam z klasą na ,,Rybki z ferajny". Z tego filmu nic nie pamiętam, jedynie to, że byliśmy w kinie ,,Krewetka" w Gdańsku, które rok temu zamknęli. Strasznie ubolewam nad tym. Dlatego uczcijmy to minutą ciszy.

Chociaż za cholerę nie wiem, dlaczego to kino nazywało się akurat ,,Krewetka". I zawsze przed seansem odsłaniała się kurtyna przed ekranem. Może nie chcieli, żeby aktorzy się pomylili w kwestiach. Tak czy siak te ściany tak przesiąkły już popcornem, że nic więcej, niż kino raczej tam nie powstanie. Chociaż, ja i tak regularnie odwiedzałam to miejsce jako darmową toaletę. Cebula wita.

Kolejna bajka na której byłam to ,,Kurczak Mały" i z tego już nieco więcej pamiętam. Szczególnie piosenkę ,,Jesteś zwycięzcą", którą owy kurczak śpiewał i którą ja wku#wiam współpracowników. 




Z rodzinką do kina zaczęłam później jeździć, jednym z pierwszych filmów na którym byłam z nimi to ,,Zaczarowana", czy ,,Załoga G" - czyli pierwszy film 3D, na którym moja Matczyna Jednostka zasnęła przyciemnona okularami. Nikt by się nie skapnął, gdyby nie zaczęła chrapać...

Kino, chociaż jest to w sumie miejsce w którym siedzimy, wydajemy w ciul kasy na żarcie i coś co później będzie wałkowane na Polsacie przez ruski rok, jednak ma dla mnie bardzo duże znaczenie. Jest to miejsce towarzystkie do którego, niezależnie od pogody możemy się wybrać. Ja staram się jak najczęściej chodzić.

Jednym z filmów, których treść zapamiętam do końca życia była ,,Sala Samobójców" (podobno ma w tym roku wyjść druga część), pamiętam, że wtedy byłam bardzo skłócona ze swoją klasą i wszyscy pojechaliśmy do Multikina na ten film. Cały film przesiedziałam wpatrzona w ekran niczym Magda Gessler w pomidorówkę i bardzo mi dał do myślenia. Wałkowałam go potem wiele razy, zaczęłam się ubierać na czarno i bardzo się  inspirowałam tym filmem (ale spokojnie, zabić się nie chciałam. też się nie zabiłam). Tak czy siak to był kiepski okres w moim życiu i zapoczątkował moje bycie ,,gotem" na parę kilka lat naprzód. Dzisiaj już jestem normalna (tak, możecie się śmiać).

Żeby wyjść już z tej fali goryczy i smutku, to byłam rok temu na filmie ,,Mamma Mia 2, czy 3" i na końcu każdy zaczął klaskać. Jak w samolocie. Innym razem pojechałam na Kino Kobiet z koleżanką. Nie wiedziałam co to jest i naprawdę nie spodziewałam się, że zostanę zmuszona do oglądania, jak komuś malują paznokcie przez bitą godzinę i gadają o kosmetykach (czekałam, aż zaczna sobie golić nogi nawzajem i mówić o owulacji). Na dodatek każdy prócz nas miał na głowie czapkę. Rada? Czytajcie ulotki...

Zostawiłam sobie na pamiątke :)
Ostatnio byłam na horrorze ,,Smętarz dla zwierząt" i, jako że nie byłam głodna poprosiłam o najmniejsze nachosy z najmniejszym piciem. Zapłaciłam za to 28 zł, a moja siostra za duży zestaw kilka złotch więcej. Skąd ta cena? Dostałam picie w takim oto  ,,bidonie" ->



Przeszkadzający współtowarzysze w senasie? Gadanie i świecenie telefonem to normalka... kiedyś koleś przede mną pił napój ze słomki. I wiecie, jak się kończy, to wydaje taki dziwny dźwięk i realnym jest, że na dnie napoju zawsze zostanie go troszkę i nie da się już go nabrać słomką. Jednak koleś zapłacił tyle za napój, więc nie tracił nadzieji i ssał i ssał (bez podtekstów) chyba z parenaście minut. Wkurzyłam się, schyliłam do niego (był rząd niżej, niż ja) i powiedziałam ,,KOLEŚ, TAM JUŻ NIC NIE MA!" Kolega obok prawie się udusił popcornem, ale było warto. Kopanie w fotel to też klasyk. Kiedyś, oglądając ,,Cudownego Chłopaka" (swoją drogą jest to najlepszy film, jaki kiedykolwiek widziałam, niedługo wpadnie recenzja), zostałam srogo przekopana w fotel. Niestety głupio było mi się odezwać, bo za mną siedział niepełnosprawny chłopiec, który robił to, mimo upomnień swojej opienkunki, która nas ciągle przepraszała.

Najnudniejszym filmem, na którym byłam definitywnie było ,,Elizjum". Błędem było znowu nie czytanie ulotek, czy zwiastunów. Liczyłam, że to będzie film czysto katastroficzny, a ja nienawidzę science fiction. Dodam też do tego ,,Eter", ale zapłaciłam za ten film dychę więc...

Na film ,,Jestem taka piękna" przyszłam tylko z powodu piosenki w zwiastunie. Natomiast na film ,,Miłość jest wszystkim" przybyłam z powodu tego, że był kręcony w Gdańsku (moje rodzinne miasto), a statystą był mój kolega Kamil. Wstyd mi było się przyznać, że naprawdę nie widziałam go na ekranie, chociaż się wpatrywałam. Tak czy siak, powiedziałam, że dobrze wyszedł, żeby było miło... natomiast na bajkę ,,Disco robaczki" poszłam za głosem dubbingu Agnieszki Chylińskiej.



Jedynym filmem, na którym byłam dwa razy była właśnie ,,Zaczarowana". Raz z klasą, a raz z rodziną. W odwrotnej kolejności. Film również mnie bardzo zainspirował, ale o tym innym razem. Ciekawostką jest, że mój pierwszy blog miał właśnie taką nazwę. Filmem na którym najbardziej płakałam był ,, Popiełuszko" (który był najdłuższym filmem na którym byłam), natomiast "filmem" na którym najwięcej się śmiałam był ,,Sausage Party". Bardzo lubię też filmy historyczne. Oprócz wymienionego wyżej byłam m.in. na ,,Kamienie na szaniec", czy ,,Miasto 44".

Jest taka bajka, która najbardziej ucieszyła mnie swoim soundtrackiem. Jest to ,,Rio". Niestety filmu w kinie nie widziałam.

Jednym filmem, który oglądałam w kinie i mam płytę DVD jest ,,Sala Samobójców", natomiast posiadam dodatek do filmu ,,Cudowny Chłopak" w postaci książki.

Kiedy poszłam na film ,,Ciacho" , puścili na początku inny film przez przypadek. Ludzie zaczęli buczeć, ponieważ chcieli puścić od nowa... reklamy. Nigdy nie byłam w kinie sama. Natomiast byłam raz z koleżanką w pustej sali kinowej było to na ,,Mamma Mia" i to my klaskałyśmy  horrorze ,,QUIA the angel of coś tam". Cykory nie przyszli do kina. Natomiast na ,,Botoksie" każde miejsce było zajęte, a nawet na schodach siedzieli.

Filmem, na którym byłam tylko z Matczyną Jednostką było ,,Kogel Mogel 3". Była zachwycona, mi z resztą też się podobał.

Kiedyś chodziłam często do kina 7D. Nie wiem, czy byliście, ale są to 15 minutowe filmy. Siadasz na fotelu, przypinasz pasy i miota tobą, jak szatan. Wszystko widzisz w 3D, czujesz, jesteś mokry, macają Cię postacie, a wychodząc masz szopę na głowie. Filmy są zazwyczaj bez sensu, na horrorze uciekasz przed pająkami (które po tobie chodzą ZGROZA), albo jedziesz sankami za kulką lodu. Chodzi, aby było jak najwięcej wrażeń, niekoniecznie fabuły.

Ileż to filmów się widziało? Aż nie sposób wszystkie wymienić... tak czy siak kino to dla mnie nie tylko miejsce do oglądania filmów i jedzenia popcornu (lub bigosu), który wpada do stanika, ale też jest kawałkiem historii. W tym roku mam challenge - każdy miesiąc -> jeden film. Pod koniec roku opowiem Wam o wynikach i tym, czy mi się udało.

Zamkniemy wpis ostatnim filmem na którym byłam, był to wspomniany już ,,Smętarz dla Zwierząt", ale kilka dni przed byłam również na ,,Praziomku". Oba polecam z czystym sumieniem!

A teraz pytania do Was!
Pamiętacie swój pierwszy film/bajkę na którym byliście w kinie?
Jaki film był dla Was najciekawszy?
A jaki najgorszy Waszym zdaniem?
Często chodzicie do kina? A może macie jakieś ciekawe historie z nim związane? 

Chętnie poczytam w komentarzach!


Wytrwaliście do końca? Mam nadzieję, że ten (nie) krótki wpis Wam się podobał i troszkę się pośmieliście. A Ci, którzy nie czytają, tylko komentują, niech żałują, bo opuścili niezły kabaret!

Oklaski na koniec.


Pozdrawiam Kolorowo

Beatrycze

niedziela, 17 lutego 2019

Urodziny z Paprykarzem Szczecińskim.

Wiecie co? Kobieta zmienną jest i właśnie przed swoimi urodzinami postanowiłam urodzić nowego bloga, w którym również będą elementy z tego starego. Czy ten się będzie trzymać to nie wiem, wiem, że kobieta zmienną jest i właśnie przed swoimi urodzinami postanowiłam urodzić nowego bloga, na którego zapraszam. 

Tak, specjalnie powtórzyłam.
   Zaczynamy?

*nie chcę robić ogromnego wstępu, zapraszam chętnych do czytania info po prawej stronie blogasa :)


Niedawno obchodziłam swoje osiemnaste dwudzieste trzecie urodziny. Jest to kolejna liczba pierwsza z jaką przyszło mi żyć. Nienawidzę nieparzystych liczb i czuje się z tym źle. Postanowiłam nie wyprawiać swoich urodzin i zrobić tak, aby ten dzień był moim własnym. 


Jako, że w ten dzień miałam wolne liczyłam się niestety z tym, że ktoś mnie odwiedzi, więc z rana (jakoś koło 13), postanowiłam udać się do sklepu z owadem w logo. Kupiłam ciastka, jakieś chipsy (miałam się odchudzać, ale przecież mam urodziny), inne jadalne pierdolniki i oczywiście wódeczkę, bo bez niej to nie urodziny. Jakiegoś szampana wzięłam i poszłam do kasy. Nie chciałam robić nic, bo nie umiem gotować i nie chciałam obciążać Matczynej Jednostki. Z całym pierdolnikiem udałam się do kasy i grzecznie zrobiłam zakupy których kwota mnie zszokowała. Bardzo spodobał mi się separator kasowy, ale Pani nie chciała mi go sprzedać. A ja chciałam odseparować od siebie złe smutki związane z urodzinami. Później poszłam do cukierni i wydałam kupę siana, modląc się aby ciasta przetrwały w mojej Landrynie (taki nazywam mój samochód). Wszystko przetrwało, a gości było tyle, że oknami zaczęli wychodzić z 2 piętra. A tak serio dostałam tyle kwiatów, że aktualnie mój nagrobek byłby przecudnie ozdobiony. Taki czarny humor, nie będzie go dużo, chyba, że na moją cześć.



Później miałam dzień wolny, więc odpoczęłam od tego pierdolnika.


Niestety stety kolejne dni zapowiedziała się moja siostra, że wpadnie, czyli musiałam powtórzyć mój srogi los sklepowy i znowu udałam się do tajemniczego owada. Tym razem miałam wrażenie, że wszystko już jadłam i wszystko już mam, a kupiłam tego o wiele wiele za dużo, a jak mówiłam, chciałam się odchudzać. Spotkania oba, mimo iż były fajne nie należą do moich ulubionych bo nienawidzę być w centrum uwagi. Tak już mam, a organizujać nawet najmniejsze imprezy, boje się, że zrobię jakieś fopa i nie zachowam się, tak jak powinnam, czując się jak uczestniczka ,,Projektu Lady" karcona przez mentorkę Irenkę.


Nawet w pracy zostałam obdarowana Paprykarzem Szczecińskim w prezencie (nawet nie wiem, jak to smakuje), ale również dostałam przecudne klapki, podobne do tych, na które moda panowała w czasach Chrystusowych. I jak tu nie kochać moich przyjaciół? Myślicie, że będę mogła śmigać po wodzie?


Za pieniążki, które dostałam postanowiłam sobie kupić plecak Kankena i chyba nawet zaraz go zamówię, aby poczuć się prestiżowo.



To by było dzisiaj na tyle. I jak Wam się podobał wpis? Jeszcze wszystko po troszkę się zmienia, a ja napisałam komentarz do każdego, kto odwiedził mnie na starym blogu i zapraszam tutaj. Czy przetrwam? Nie wiem, boje sie troszkę tych kwietniowych zmian. Coś więcej wiecie na ten temat?



Pozdrawiam Kolorowo
Beatrycze
PS: Zapraszam do obserwowania mnie:
Snapchat: Beatrycze96
Instagram: Człowieczek Demoleczka


Historie Śmieszka