piątek, 16 lipca 2021

,,Kiedyś to było..." - czyli historia o moim szczepieniu.

Czołgiem! Dzisiaj będzie bardzo aktualny wpis. Chcecie wiedzieć, co ma piernik do wiatraka? Albo szczepienie do bolącego zęba? Zapraszam do czytania.

Na początku jednak chciałabym dodać, iż wpis nie ma Was ani zniechęcić, ani zachęcać na podjęcie decyzji o szczepieniu. Pamiętajcie, że to jest wyłącznie Wasza decyzja. Przygoda, która mi się przytrafiła wcale nie musi Wam się zdarzyć. Każdy organizm jest inny. Pamiętajcie o tym, a teraz zapraszam do paplaniny...

Na początku była ciemność...

Nie no, nie tak daleko. Na początku stwierdzili, że rocznik 96 (czyli ten, który już tam ledwo sapie) może się już zaszczepić. No to pierwszego dnia działam, bo już dawno podjęłam decyzję, ze chce być jak najszybciej zaszczepiona. Moja jednostka wtedy totalnie nie ogarniała, jak działają szczepienia, więc zadzwoniłam do przychodni w naszej gminie (mieszkam na wsi). Babka odebrała po drugim telefonie, zapisała mnie na szczepienie mówiąc iż... datę dostanę w sms-ie... jakoś w połowie czerwca. Czyli pewnie myślicie, że szczepienie będzie w połowie czerwca (1,5 miesiąca po telefonie). Nie. Mylicie się. Wtedy dostanę sms-a, kiedy ono się odbędzie... za kolejny miesiąc, dwa, w grudniu, pośmiertnie.

No dobra, zapisałam się. Słyszę w telewizji o tym, jak ludzie bardzo nie chcą się szczepić, że wolne miejsca, a u nas... cóż. Dupa. Jak zwykle. Zabite dechami to, zabite.

Moja Matczyna Jednostka dostała w końcu termin, ze na koniec czerwca. Czyli ja to pewnie zdąże się wyprowadzić i zmienić orientację, kiedy dostanę swój. Ciotka G. (starsza od moich rodziców) z miną skruszonego mopsa (nie wiem, jak to zrobiła przez telefon), jakoś namówiła mnie na poranny wyjazd do tego samego ośrodka. Gdy ona poszła się szczepić ja czytałam Replikę w samochodzie. Szybko przyszła, praktycznie myląc mój samochód z innym i stwierdzając, że... pielęgniarka opowiada, że dużo szczepionek im zostaje, bo ludzie nie przychodzą, czy tam coś i można nawet teraz bez kolejki podejść, zarejestrować się i zaszczepić. To we mnie wlazła pantera, sprawdziłam, czy mam czyste ramię (wtf?), czy moja pacha nie śmierdzi i pędem do ośrodka, zostawiając Ciotkę z gazetą o LGBT i ciekawymi zdjęciami na przednim siedzeniu.

Pielęgniarka zerknęła, jakbym rzeczywiście była brudna, pomyślała i osądziła, ze jestem ZA MŁODA, bo dużo starszych też czeka. Okejj... to może moja mama przyjdzie. Pani rodzicielka też jest za młoda. Może ucieszy się, jak jej to powiem, gdy wrócę.

Czas leciał nieubłaganie, dostawałam kurwicy i postanowiłam sprawdzić internet. Okazało się, że w Gdańsku szczepią Johnsonem i drugim też, więc się zapisałam. Cholera wie, gdzie to jest, ale obok miał być Lidl, więc spoko. Dojdę. Moi rodzice dowiedzieli się o moich zamiarach i chcieli, abym ich też wklepała w internet, co by tak długo nie czekali na swojego Chajzera i mieli jedną dawkę. Okazało się, że się nie da bo oni termin już mają. Było dzwonienie, załatwianie, ale się udało i mieli datę przede mną. Przynajmniej ojciec dupę mi zawiozł.

Dzień szczepienia. Moja mama się stresuję, a ja jej mówię, że zostało jej dwadzieścia minut życia wpierdzielając żelki z Lidla. Wchodzimy do środka, okazało się że niepotrzebnie czekaliśmy godzinę, jak można było wejść już teraz... wypełniam ankietę. Nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła bubla, ale Pani powiedziała, ze wystarczy zapisać parafkę i będzie spoko. Nie podobała jej się moja parafka. Miałam iść jako pierwsza, ale wywalili najpierw moich rodziców. Dostało mi się opierdol o tych 20-tu minutach. Ja tymczasem byłam rozdrażniona pękniętą kafelką w poczekalni. Wyszli. Żyją. Teraz moja kolej.

Wchodzę z poważną miną, bo mam zasadę nie żartować z lekarzami. Pani się uśmiecha, pyta o takie różne, mówi, że mam siadać. Zaczęłam patrzeć w inną stronę, by nie widzieć igły. Nagle czuje dotyk naklejanego plastra. Ej, a gdzie igła? Czyli jak wiecie, poszło bezboleśnie. Jeszcze. W poczekalni koleś włączył Drogówkę i przez piętnaśnie minut musiałam ten szajs oglądać. To bolało.

Przyjechałam do domu, wyszłam z psem, a plaster robił za mój emblemat i egzystencje zajebistości. Myślałam, że ktoś zapyta, zerknie na plaster, ale niestety nie. 

Czekała mnie noc i poranne wyjście do pracy. Aż tu nagle groza. Godzina 19, zaczyna mi się robić zimno. Dreszcze. Gorączka. Masakra masakr. Idę spać. Północ... sprawdzam temperaturę, teraz mi za ciepło... prawie 39. Biorę tabletkę idę spać. Godzina 4:15 - wstaje. Oprócz zmęczenia nic mi nie jest. Świetnie, na L4 też nie pójdę.

Tego dnia zaczęła mnie bolić ręka. Zasadniczo miałam po kolei każdą możliwą dolegliwość, aż się zdziwiłam, że nie zaszłam w nieplanowaną ciążę. Warto dodać, ze rodzicom nic nie było.

Dwa dni mijają, ustępuje wszystko i zaczyna się on. Ból zęba. Nie przestaje. Dentysta.

Siadam u niej na fotelu i mówię, że boli mnie, że puchnie, że może to ta ciąża pozamaciczna. Pani patrzy, ogląda, ja nic już nie mówię, bo mam rozwarcie gębowe i stwierdza, że mam ranę na dziąśle. Czyli teraz co? Zszywamy? Plaster? Nie. Płukanko. I znowu zastrzyk w dziąsło i ochydne coś w buzi. Wypluwam. Pani mówi, że tam jest dziurka i mam płukać listerinem po każdym jedzeniu. Codziennie też w tygodniu muszę ją odwiedzać.

Świetnie.

Ból zębo-dziąsła minął, ktoś w końcu znalazł sposób, abym przestała gadać i wciąż nienawidzę dentystów.

 

Także, gdyby ktoś pytał moje efekty uboczne po zażyciu szczepionki to: mrowienie stóp, gorączka, katar, ból głowy, obniżenie stanu zajebistości człowieka, niechęć do pracy, pierdolenie głupot, brak empatii, ból dziąsło-zęba, przyśpieszona Madka boska okresowa...

A teraz trochę aktualności! Drukarnia już drukuje moje ksiażki! Niebawem zaczyna się sprzedaż. Jaram się niesamowicie!

Zapraszam na Instagrama -> KLIK tam moje tripy, małe i większe wycieczki. Odliczam do urlopu, kupiłam boxa niespodziankę i jak przyjdzie to będzie opening!



Pozdrawiam Kolorowo


Beatrycze

Podobne wpisy:


41 komentarzy:

  1. Po pierwszej dawce szczepionki czułam się w miarę okej. Tylko osłabienie i ból ręki. Drugą mam 20 lipca, więc zobaczymy, jak będzie
    Też nienawidzą dentystów.
    Jeszcze raz gratuluję książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tymi zapisami to chała straszna była.
    Ja po pierwszej dawce mialam jak Ty tylko dłużej. Po drugiej krócej i znacznie słabiej.
    Gratuluję książki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Od kilku lat mam rosnącą fobię przed zastrzykami, ale taką, która włącza się, kiedy to ja mam robić je komuś, a nie ktoś mnie. Mimo wszystko i tak mi się włączyła przy czytaniu. Nie przeszła nawet po dojściu do momentu o naklejaniu plastra ;)

    Coraz bliżej do promowania książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja sama też nie umiałabym robić zastrzyków ani sobie ani komukolwiek. Kiedyś spotkałam gościa co nie mógł znaleźć pracy. Trochę zaczęłam mu pomagać gdy problem okazał się w panicznym strachu przed strzykawkami. Nie mógł podjąć pracy bo bał się pobierania krwi podczas badań przed przystąpieniem do pracy. Ja się nie znam może ale za każdym razem jak zmieniałam pracę czy miałam badania okresowe krew musiała być pobrana. Nie wiem czy są jakieś wyjątki ale chyba nie ... nie pamiętam już jak nazywał się ten gość ale jestem cholernie ciekawa co u niego i czy coś znalazł

      Usuń
    2. Ja robiłam kotu. Na początku jeszcze jakoś szło, a później zaczęłam się bać. Im bardziej się bałam, tym gorzej mi szło, więc kota bolało i też bał się coraz bardziej. W końcu na myśl o zastrzyku robiło mi się prawie słabo. Zrezygnowałam i zabierałam kota do weta tylko po to, żeby w pięć sekund ukłuł zwierzaka.

      Zawsze jest opcja pracy na UoD albo zlecenie ;) Do tego nie pobierają krwi, bo i po co. Gdyby ten facet był z Krakowa, mogłabym mu polecić jedną panią. Kłuje tak, że nie wiadomo kiedy jest po sprawie. Chyba ma spore doświadczenie z dziećmi, Bo za każdym razem słyszałam od niej: "Proszę zgiąć rączkę" :D

      Usuń
  4. Mnie nie długo to czeka bo musiałam odczekać po covid by się zaszczepić . Wiec sporo informacji dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj to naprawdę miałaś przygodę z tymi szczepieniami. Ja aż takich nie miałam tylko musiałam być cierpliwa, że kilka razy zmieniano mi datę co prawda o kilka dni, ale też fajnie jakoś sobie zaplanować coś...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja sobie sprawdzałam terminy na takiej stronie i w mojej okolicy było sporo, nawet miałam punkt prawie że pod blokiem, ale i tak pojechałam, kiedy trafiła się okazja na Chajzera (spodobało mi się :D) poza kolejką... Od jakiegoś czasu wiedziałam, że chcę się zaszczepić, a na czasie zależało mi z myślą o wakacjach - nie miałam wtedy jeszcze planów, ale myślałam sobie, że chcę w tym roku za granicę.
    Atrakcje z dziąsłem miałam jakiś rok temu - bolało mnie pół jamy ustnej, ledwo przełykałam i jeszcze miałam spuchnięty węzeł chłonny, aż zaczęłam czytać o objawach świnki... Dentysta mnie wtedy okłamał, bo biorąc strzykawkę do płukania powiedział, że to jest tępa igła i nie będzie bólu, a ja wiedziałam, że to przecież nie ma szansy nie zaboleć, jak nawet próba płukania irygatorem na najsłabszym strumieniu boli. :D Ale i tak lubię tego dentystę, bo chwali moje zęby. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja na razie nie planuję się szczepić:) Sporo tych efektów ubocznych ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. O no to Cię mocno ścięło...
    Zresztą sama wizyta w przychodni nie należała do niezbyt przyjemnych...
    Ja na szczepienie, zarejstrowałam się przez IKP.
    Wybrałam Pfizera, po pierwszej dawce nic mi nie było(trochę mi się spać chciało, i było mi trochę niedobrze, ale byłam w trakcie miesiączki, wiec nie wiem czy to szczepionka, czy Madka boska okresowa)
    Po drugiej dawce tak samo, tyle że wtedy czekałam na miesiączkę.
    Żadnej gorączki, kataru, tylko na ręce zrobił mi się czerwony rumień, który na szczęście znika( szczepiłam się drugą dawką w czwartek) i ręka mnie trochę bolała.
    Sama wizyta w przychodni, też była w miarę ok, pomijając dwa szczegóły; zapomniałam wziąć kwestionariusza(czy jak tam się nazywa ta karta, którą się wypełnia przed szczepieniem),i stoję w upale, patrząc na ludzi z tymi kartkami.Zapytałam ludzi gdzie dostać tą kartkę- jakaś dobra dusza mnie poinformowała że u pana żołnierza z WOTu, który siedzi przed przychodnią.
    Przy drugiej dawce nie miałam takich problemów, i pierwsze co zrobiłam to wzięłam tą kartkę od pana z WOTu.
    Drugi szczegół to to że, gdy chciałam się zapisać na drugą dawkę w dniu szczepienia, pani z rejestracji poszła do domu.
    Na infolinii mi powiedzieli żeby czekać na SMSa, lub zadzwonić do przychodni.
    SMSa z terminem drugiej dawki, nie dostałam, więc dzwonie do przychodni, i słyszę że telefonicznie nie można się zapisać na drugą dawkę.
    Cóż, musiałam się pofatygować osobiście.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja jak na razie się nie szczepię ;)

    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie po pierwszej i drugiej dawce był koszmarek. Ale z perspektywy czasu cieszę się, że to mam juz za sobą. Nie miałam problemu ze szczepionkami i teminami. Właściwie od ręki.
    Pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sie cieszę, że mam to za sobą. Z perspektywy czasu od razu wybrałabym się do tego miejsca i zrobiła tak, aby kolejny dzień mieć wolny, żeby dojść do siebie. Ale to człowiek młody, gupi był...
      Pozdrawiam Kolorowo!

      Usuń
  11. Ja puki co się nie szczepię, może za jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
  12. tak samo jak Ty, już dawno podjęłam decyzję o chęci zaszczepienia się w najszybszym możliwym terminie. Na szczęście teściu w służbie zdrowia pracuje i udało nam się wbić odrobinę wcześniej :P my przyjęliśmy chajzera i jako takich skutków ubocznych nie było oprócz bólu ramienia. a P po drugiej dawce miał też powiekszone węzły chłonne i stan podgorączkowy. Wszystko minęło następnego dnia więc mamy już z głowy :D ale cóż... baby w przychodniach potrafią krwi napsuć...

    OdpowiedzUsuń
  13. mnie po szczepionce bolała łapa tak że nie mogłam jej podnieść... a potem miałam wrażenie ze ten ból przemieszcza mi się pod pachę xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czemu, ale wyobraziłam sobie jak tabletka przeciwbólowa "wędruje" w takim przypadku do źródła bólu XD

      Usuń
  14. No to niezłe miałaś 'atrakcje' po szczepieniu, najgorsza ta wizyta u dentysty (ja od samego zapachu w gabinecie dentystycznym mam mdłości i nerwowy skurcz żołądka).
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Szczepienia są do kitu. Całe szczęście, że jeszcze nie ma przymusu na tę covidową.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie po pierwszej dawce ręka bolała masakrycznie, prawie całą noc nie spałam. Po drugiej gorączka, osłabienie i ogólnie dzień trzeba było przeleżeć, ale w sumie nie było tak źle jak niektórzy straszą :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Niezła przygoda z tym szczepieniem. Co do dentysty to ja też nie lubię ich odwiedzać, a niedługo trzeba będzie się wybrać. Jak zwykle się tego obawiam już za wczasu. :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Przygoda niezbyt miła, ale dobrze, że się udało :) ja po szczepieniu nie miałam żadnych objawów, nawet ręka mnie nie bolała, może to zależy od rodzaju szczepionki :) pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Przy pierwszej dawce na drugi dzień jechałam na drugi koniec Polski na zawody. Przy drugiej też wszystko gładko poszło. Nie wiem, może dlatego, że to moja może trzecia szczepionka w życiu. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  20. Hahaha Boże xD Uwielbiam!
    Mnie po szczepionce bolała tylko ręka i to po dwóch dawkach. A z lekarzami zawsze żartuje, lubię ich spojrzenia na mnie, jakbym była niespełna rozumu (może jestem?). Najważniejsze, że przeżyłaś!

    OdpowiedzUsuń
  21. Oj, takie poważne tematy poruszasz, a uśmiech nie schodził mi z twarzy! Bardzo fajnie to wszystko opisujesz, z dużą dozą dystansu :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  22. Masz naprawdę świetny dystans do siebie :)
    Ja także nie lubię dentystów :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja jeszcze się nie zaszczepiłam i w sumie mam mętlik w głowie co do tego :/
    „Zapraszam także do siebie na nowy post - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  24. Grunt, że już po. Ja się waham, bom uczuleniowiec nad uczuleniowce (wstrząsy anafilaktyczne to u mnie standard po antybiotykach, dlatego z leków biorę li i jedynie witaminę C, wapno, ewentualnie ibuprofen) i wysłali mnie najpierw do alergologa, żeby określił czym i czy w ogóle mogę być szczepiona.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja jestem już po dwóch dawkach i było do przeżycia. Ból ręki okropny tak, że nie mogłam spać i ogólnie się słabo czułam, ale temperatury zero. A jestem alergikiem. Ja się zapisywałam przez internet, tak jest najlepiej bo od razu wybiera się termin, więc wiesz kiedy.
    A z efektów ubocznych to mi się pogorszył zasięg w telefonie, po 2 dawce. Serio :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Jak widzicie piątkowego wpisu nie było bo jestem leniwa.
    Pozdrawiam Kolorowo i zapraszam za tydzień!

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo realistycznie opisałaś tą przygode. Miałam podobne dolegliwości po piewszej dawce:-) Dziękuję za wizytę u mnie 💛,pozdrawiam 🌼

    OdpowiedzUsuń
  28. Witam serdecznie ♡
    Szczepienia to zawsze przygody. Wizyta w służbie zdrowia to zawsze przygody - i mocne wrażenia :D Ja nienawidzę igieł, dlatego wszystkie szczepienia odkładam tak długo jak mogę.
    Jak zawsze niesamowity wpis :D
    Pozdrawiam cieplutko ♡

    OdpowiedzUsuń
  29. no to miałaś troche przebojów.. u mnie w rodzinie w sumie strasi przeszli szczepienie lajtowo z kolei moja siostra zdychała parę dni po pierwszej dawce o

    gratuluję książki!

    OdpowiedzUsuń
  30. U mnie po drugiej dawce było gorzej, ale miałam egzaminy na drugi dzień, więc wzięłam leki i musiałam być w formie :D Fajnie napisane ❤

    OdpowiedzUsuń
  31. Masz świetny styl pisania i dystans do siebie. :) Ja przeszłam szczepienie bardzo łagodnie, jedynie z lekkim bólem ręki.

    OdpowiedzUsuń
  32. To jest jednak niesamowite dosyć, jak każdy inaczej reaguje. Kolega mojego brata po drugiej dawce miał prawie 40 stopni gorączki, moja koleżanka miała objawy ciężkiego przeziębienia, mi tymczasem nieco napuchło i poczerwieniało miejsce szczepienia, zaszczepiona ręka bolała przez kilka dni, a poza tym miałam tylko przez 2 dni bardzo lekkie objawy przeziębienia ze stanem podgorączkowym. A po relacjach bliskich byłam nastawiona właśnie na masakrę i kilkudniowe konanie :D

    OdpowiedzUsuń

Odwiedzam każdego, kto zostawił u mnie komentarz i zostawiam ślad na jego/jej blogu lub stronie internetowej przed pojawieniem się kolejnego wpisu!
Pozdrawiam Kolorowo!