Umawianie się przez internet w różnych celach ma swoje wady i zalety. Po pierwsze to fakt, że możemy poznać masę ciekawych, albo podobnych do nas osób i wtedy nam się lepiej odnaleźć. Można z nimi popisać i zobaczyć, czy są dla nas akceptowalni, czy świry. Jednak niesie to za sobą różnego rodzaju niebezpieczeństwo... możemy zostać oszukani i różne takie inne, gorsze o których pisać nie będę, bo pewnie wiecie. No i może się okazać, że ktoś jada sernik z rodzynkami. O zgrozo!
Jako osoba, która otacza się praktycznie cały czas w takim samym towarzystwie czasami zdarzało mi się umawiać przez internet, aby poznać jakąś ciekawą osobę, a innym razem w jakimś celu. No i dzisiaj chciałabym Wam poopowiadać o tych moich niewypałach związanych z tymi właśnie spotkaniami. Mam nadzieję, że będzie śmiesznie.
Pierwszego takowego spotkania nie pamiętam, no coś tam mi siedzi w głowie, ale nie jestem pewna, czy to było pierwsze, a i historia nijaka, więc nie będę się rozwijać. Cofnijmy się jednak do czasów, kiedy to jeszcze chodziłam do szkoły. Miałam wtedy taki etap, że chciałam mieć strasznie chłopaka. No wiecie... każdy miał, a ja nie miałam, straszna rzecz. Jako, że byłam nieśmiała, postanowiłam właśnie skorzystać z dóbr internetów i poszukać mojego księcia na białym koniu właśnie tam. Miałam kilka zasad, którymi się trzymałam:
- Ziomek ma być w moim wieku.
- Ma mieszkać gdzieś niedaleko, a spotkanie ma być w miejscu publicznym.
- Nie może być jakiś super piękny,
bo jak mnie zobaczy to ucieknie. - Na pierwsze spotkanie żadnych kwiatów i każdy płaci za siebie.
- Komuś o tym powiedz, żeby wiedzieli gdzie w razie czego szukać zwłok.
- Aby dostać się do mojego serca należy naciąć wzdłuż mostka.
Pierwsze ze spotkań, jakie pamiętam, takich wiecie... nieudanych (bo o dziwo były też udane) to z gościem, co interesował się Urbexem. Musiałam sprawdzić co to jest i wyszło na to, że jest to chodzenie po starych miejscach i eksploracja. Na Yt wyglądało to całkiem fajnie. Koleś wyglądał jak na zdjęciu i wszystko by było okej, gdyby nie fakt, że zamiast do restauracji zabrał mnie... na stare torowisko. Nie mylić z lodowiskiem. Miałam cały czas wrażenie, że unika chodzenia ze mną w miejscach gdzie są ludzie, aby nikt go nie zobaczył. Chodzenie po torach strasznie mnie nudziło i te jego opowieści o kolejach. Moje wrażenie było takie, że zaraz nas ktoś stamtąd wygoni. Na koniec mój rycerz znalazł parę oryginalnych Crocsów przy torowisku i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie wziął ich do domu... tym sposobem został skreślony z mojej listy potencjalnych miłosnych kochanków.
Innym razem trauma polegała na czymś innym. Miałam się umówić z takim Kubą. Często opowiadałam o sobie, że nie jestem najszczuplejsza, mam nadwagę itede. Koleś powiedział, że go to nie interesuje bo liczy się tylko wnętrze. Sama niestety widziałam zdjęcia jedynie jego twarzy i jakiś tam rysunków. Bo był artystą. Wszystko by było okej, gdyby nie fakt, że na spotkaniu okazał się wyglądać zupełnie inaczej, niż w mojej wyobraźni. Zasadniczo ja mam siebie za grubaskę, jednak gdy on przy mnie stanął, po prostu zrobił mi cień. Właściwie miałam wrażenie, że gość ledwo się ruszał. Był jakoś ze cztery razy taki jak ja. Nie pytałam go o wagę przy rozmowie, ale strasznie mnie to zdziwiło, że nie powiedział, że ma taki "problem" gdy ja ciągle mówiłam o swoich nadprogramowych kilogramach, a wierzcie mi... przy nim wyglądałam jak atletka. Nie chciałam być wredna i nie mam nic do osób przy tuszy, ale on przez jakieś cztery godziny zabrał mnie aż do dwóch knajp i jednej lodziarni, gdzie zjadał bardzo, ale to bardzo dużo pożywienia. Na dodatek było straszne lato i po tych godzinach łażenia (chociaż w sumie bardziej siedzenia) jego koszulkę mogłabym wyrżnąć. Pewnie gdybym była kanapką w McDonaldzie nazywałabym się McBeauty
Jeszcze innym razem spotkałam się z ziomkiem, który wcale źle się nie zapowiadał. Wyglądał tak, jak miał wyglądać, nie śmierdział, jak jego poprzednik i całkiem spoko się prezentował. Jednak jak to w naszych historiach bywa, musi być jakiś minus. Jako ekstrawertyczna gaduła nie dałam po sobie odczuć, że ziomek praktycznie nic nie mówi i coś z nim nie teges. Postanowiliśmy pojechać tramwajem, cały był zawalony, a na siedzeniach praktycznie same starsze osoby. Gdy jedna z nich wstała i opuściła pojazd ten usiadł, twierdząc, że się źle czuje. Nagle zaczął strasznie nerwowo panikować i nie mówiąc ani słowa po prostu opuścił tramwaj na kolejnym (nie naszym) przystanku...
Jeszcze jeszcze innym razem miałam się spotkać z chłopakiem w 3mieście. Wydawał się być fajny, ciekawy i zasadniczo intrygująco się z nim rozmawiało. Na zdjęciach Facebookowych też wyglądał spoko, ale prawdziwy jego błysk poznałam dopiero, gdy wysiadłam z autobusu. Ukazał mi się on... ulizane ciemne włosy, a na nich czapka z Pokemonów. Miał na sobie polówkę włożoną w spodnie i uwaga.... Crocsy ze skarpetami (Crocs - chcę hajs za reklamę). Ja faktycznie jakoś się nie pindzluje na te spotkania, ale w życiu bym się tak nie odwaliła. Wyglądał, jak 20 latek przebrany za pięciolatka. Miał też ze sobą plecak, jakby się wybierał gdzieś na co najmniej trzy dni. Wszystko było innego koloru, a ja czekałam, aż wyciągnie z plecaka krakowską suchą i zacznie zagryzać. Nie opowiem Wam, jaka była dalsza część tej historii bo zostaliśmy parą, ale po prostu zwiałam. I to był jedyny raz kiedy uciekłam z miejsca spotkania. To co... skreślamy?
Mam nadzieję, że te moje autentyczne historie się Wam podobają. Nie mówię, że każdy facet to taki idiota, jak powyżej, ale po prostu chciałam się z tymi historiami też podzielić. Miałam też takiego gościa, co po zjedzeniu naprawdę dorodnego obiadu w drogiej restauracji po prostu uciekł i to ja musiałam za wszystko zapłacić, ale to już jest dodatek, bo nie stało się to za pośrednictwem internetu. W sumie chciałam Wam to opowiedzieć na Walentynki, ale tam będzie sporo podsumowań z okazji pierwszej rocznicy bloga, więc jest teraz.
Mam nadzieję, że wpis Wam się podobał? Który z moich kandydatów jest Waszym ulubionym? A może macie jakieś własne historie, gdzie randka przez internet z kobietą lub mężczyzną jest niewypałem? Chętnie bym poczytała, więc piszcie w komentarzach!
Pozdrawiam Kolorowo
Beatrycze
Zapraszam na Instagrama: historiesmieszka
Podobne wpisy:
Podobne wpisy: