Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gdańsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gdańsk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 grudnia 2019

🎄II BLOGMAS🎄 ,,24 powody" dla których uwielbiam Boże Narodzenie.

🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄

HOŁ HOŁ HOŁ... czas na drugi Blogmas


Witam Was w drugim wpisie świątecznym z czterech na naszym blogu. Dzisiaj będzie jedna z Waszych ulubionych serii ,,24 powody", ale dla odmiany nie będzie o tym czego nienawidzę, ale dlaczego uwielbiam Boże Narodzenie! U mnie nie znajdziecie nic z Grincha! No to co? Zaczynamy!

,,24 powody" dla których uwielbiam Boże Narodzenie"

Po pierwsze... uwielbiam to, że wszyscy wtedy są razem i każdy się w to angażuje. Nawet taki Janusz Kowalski, który cały rok pierdzi w fotel przed telewizorem znajdzie czas i przystroi dom lampkami, oraz kupi żonie prezent. Później też obali flaszkę, ale to pomińmy.

2. Świąteczne piosenki - kocham, wielbię i uwielbiam. Najbardziej ,,Deck The Halls", a z kolęd, ,,Gdy Śliczna Panna". Jednak nienawidzę jednej... ,,12 dni do świąt", znacie? I wcale nie drę ryja zamiatając podłogę i na full śpiewając ,,Last Christmas"... wcale...

3. Jarmarki Bożonarodzeniowe - może faktycznie du#@a zmarznie, ale nie ma lepszego miejsca, gdzie napijesz się gorącej czekolady, kupisz ładne bombki i poczujesz się, jak dzieciak.




4. Kiczowate sweterki - tylko w tym okresie mogę się dziwnie ubrać i nikt się nie nabija.



5. Świece zapachowe - jeszcze te o świątecznym zapachu przyprawiające o ból głowy każdego po pięćdziesiątce. I napiszę, że fajne są te z Yankee Candle (może za reklamę dostanę nowe woski?).

6. Prezenty - no bo kto nie lubi nowych skarpet, czy majtek ze świętym na tyłku. Drogerie też już są zaopatrzone w nową partię antyperspirantów - czyli jak powiedzieć delikatnie komuś, że śmierdzi tak mocno, aż proces starzenia mi się zatrzymał.





Powiem Wam, że jak byłam mała to kupiłam Ojcu takie gacie z Mikołajem, a gdy moja Mama powiedziała, że są za małe zaczęłam je rozciągać o ramę łóżka...

7. Świąteczne napoje - bo kto nie kocha świątecznych kaw, herbat, czy kakao? Albo nawet Coca Coli, chociaż akurat ja nie pije napojów gazowanych.




8. Pakowanie prezentów - 15 lat szkoły i nie potrafię zgiąć papieru.

9. Strojenie choinki - chyba nie ma bardziej świątecznej tradycji. Ale pamiętajcie, że wieszając bombkę obok takiej samej, nie zostawiając jej przestrzeni możecie pójść do więzienia na co najmniej 10 lat.

10. Świąteczne filmy - na Natflixie jest ich masa, oczywiście ,,Kevin" wciąż żywy. Ja najbardziej lubię ,,Listy do M", zawsze płacze na tym... oczy mi się pocą.

11. Strojenie domu - znacie fenkszuji świąteczne? Jeśli nie to pamiętajcie, że na każdy metr chałupy musi być coś świątecznego. Ja mam nawet wieniec w kiblu.

12. Matrin wrzuca nowy film na Youtube - świąteczny!!!!




13. Wypad na lodowisko - gleba na święta musi być zaliczona!

14. Malowanie świątecznych pazurków.

15. Granie na gitarze świątecznych piosenek - zawsze też wyjątkowo stroje na tę okazję Agnes (to moja gitara) i wygląda jak seksi bomba.

16. Mandarynki - legenda głosi, że ktoś kupił kilogram i zjadł jedną, dwie... nie wpier#alając całych domowych zapasów.

17. Wigilijne szamanko - pierogi, rybka, sałatka, ciasta... ma ktoś może śliniaczek, bo na samą myśl już się zrobiła kałuża.

18. Szopka w kościele na święta - nie jestem jakoś mega wierzącą osobą, ale ta szopka tak cholernie kojarzy mi się z dzieciństwem, że... w sumie nie wiem co.

19. Świąteczna reklama Coca Coli - coooorazzz bliiiiżeeeejjjj świiiięęętaaa!

20. Kalendarze adwentowe - czyli mój własny świąteczny pierdolec.

21. Robienie pierniczków - które później wyglądają, jak gówno, ale tradycja musi być.

22. Wigilijna kolacja - kiedy wszyscy się śmieją, są radośni i uśmiechnięci (chociaż wszystko znaczy to samo).

23. Kiedy cała rodzina się spotyka - czasami nawet taka, której nie znasz, bo to jakiś syn córki, siostry, brata szwagra ziomek. Wiadomo, że przyszli się nażreć.

24 grudnia - że to święto jest zimą, czasami spadnie śnieg, a światełka pokazują, że ta noc... najdłuższa noc jest naprawdę wyjątkowa. 


No i apropo Wigilii mam dla Was grę, czyli ,,Świąteczne Bingo" jestem ciekawa jakie teksty u Was się pojawią w tym roku:




Nie byłoby Blogmasów, gdybym nie pisała co u mnie! Świąteczna zła passa się skończyła. W piątek byłam na wspaniałych urodzinach przyjaciela, które nieźle mi dały w kość, bo wiecie... za dużo zjadłam. A zasadniczo do dzisiaj mnie nogi bolą, ale znośnie. Ząb już nie dokucza, samochód w miarę sprawny, jutro zobaczę wszystkie płyny i mam nadzieję, że będzie okej. Byłam też na zakupach świątecznych i mam już te 50% za sobą. Zostało mi parę rzeczy, ale już wiem co kupie i gdzie, więc jest spoko. Ozdobiłam też malusią choinkę świąteczną, chociaż wciąż nie mogę znaleźć do niej ,,góry", więc jest kokardka. 

Moi dobrzy koledzy mieli przedstawienie, więc w wolne przygotowałam ich do występu i zagrania roli Fineasza i Ferba. Powiem Wam szczerze, że wyglądało to całkiem realistycznie i w ogóle wszystko fajnie, prócz tego, że zielony i czerwony kolor z włosów nie chce się zmyć, więc wyglądają jak hipisi. 




Objadłam się niestety troszkę niezdrowymi rzeczami przez te dwa dni wolnego, więc jutro warzywka i solidne ćwiczenia. W czwartek byłam na jarmarku i było cudownie. Czuć świąteczną atmosferę, można było wiele fajnych rzeczy zobaczyć. Hitem w tym roku był świąteczny kalendarz, podobnie jak w moim domu. Oświetlona galeria też pięknie wyglądała. 

Napiłam się świątecznej kawy, zjadłam przepyszne ciasto, spędziłam czas z przyjaciółką. Jestem bardzo zadowolona tym tygodniem, a także rzeczami z kalendarza.


Od lewej: krem do twarzy, czerwony lakier do paznokci, żel pod prysznic, scrub do ciała, płyn micelarny, perfumetka


Oto mała fotorelacja, a ja zapraszam na instagrama: historiesmieszka TAM WIELE WIĘCEJ!


WESOŁYCH ŚWIĄT
życzy Beatrycze



piątek, 5 lipca 2019

Program ,,Mam Talent" z perspektywy widza.

Czołgiem. Ostatnio wpisu nie było, bo byłam na wakacjach o których opowiem innym razem, dzisiaj natomiast skrobnę o tym, co działo się w połowie czerwca. Mam nadzieję, że spodoba Wam się ta historia, zróbcie sobie popcorn, czy coś, może kakao...

Widok z balkonów.

Działo się to dzień po spotkaniu autorskim o którym pisałam dwa tygodnie temu. Było słonecznie, gorąco, że żar leciał kawałkami metalu z nieba, a my wybraliśmy się na dwa dni programu ,,Mam Talent" do Gdańskiego Teatru Wybrzeże, gdzie odbywały sie castingi. Żeby nie było nieporozumień - nie mam talentu (chyba, że szybkie wyciąganie parówki z folii się liczy), poszliśmy jedynie zobaczyć jak to wszystko wygląda z perspektywy widza. O niektórych rzeczach nie będę i nie za bardzo mogę pisać, np. o tym kto będzie w kolejnej edycji, czy kto dostał złoty przycisk i co konkretnie tam robiłam, ale postaram Wam się pokazać, jak to wygląda od środka.


Ten program oglądam już po raz milionowy z takiej perspektywy. Zaczęłam już, albo dopiero w 2013 roku i w każdym roku przyglądam się nowym, często dziwnym talentom. W tym roku było podobnie i chociaż całość jest męcząca to na pewno, jeśli ktoś jest fanem takiego programu to warto.

Można zobaczyć, jak to wszystko wygląda od środka, jak nagrywają kamery, zerknąć, czy jury faktycznie wygląda tak samo w telewizji, jak i na żywo, a także pośmiać się z występów, które oglądamy na scenie, a nie w wersji domowego odbiornika. Siedzimy sobie wygodnie na widowni i wszystko oglądamy, a jest naprawdę śmiesznie.





Kilka rzeczy, które różni się od tych, co widzimy w telewizji to chyba ilość widowni. W telewizorze wydaje się, że ludków jest więcej, w rzeczywistości ludzie siadają tak, aby właśnie takie złudzenie dawać. Podobnie jest z klaskaniem. Faktycznie zachęcają nas, kiedy mamy klaskać czy wstawać, ale w praktyce, niektórzy wstaną po występie, a inni nie, bo nie chcą aby teatralny fotel im się zgiął w połowie (ja też tego nienawidzę, zawsze gdzieś tam wpadnie mi telefon, albo szynka). Także na początku, jeszcze przed przyjściem jury do studia, nagrywane są oklaski, smutaski, okrzyki i inne takie, co wygląda całkiem śmiesznie, kiedy nikogo nie ma na scenie. Szczególnie gdy aktorsko widzisz ludzi, którzy krzyczą "buuuu" na -zły występ- i się uśmiechają. Oczywiście już przy występach wygląda to naturalniej.

Pomiędzy uczestnikami, których jednego dnia jest około 30 dba o widownie ekipa, która zabawia ludzi i można czasami sobie coś wygrać. Przede wszystkim można zobaczyć, jak wygląda telewizja od środka, a przy tym naśmiać się, bo poziomy występów czasami są jak to moje wyjmowanie parówki z folii.

Od 2013 roku niezmiennie uczestniczę w tym programie i, choć męczące, to jeszcze mi się nie znudziło. W tym roku będę jeszcze jesienią na nagraniach na żywo, więc i pewnie wtedy coś opowiem. W tym roku jeszcze nie odbyły się jedynie castingi w Warszawie, także serdecznie zapraszam, gdyby ktoś był zainteresowany udziele więcej informacji!





,,Mam Talent" choć program już troszkę ma lat to wydaje mi się, że niezmiennie zaskakuje, bo jest tu wszystko i ciągle przychodzą jakieś nowe perełki pokazujące coś, czego nie było. W innych programach jest jedna dziedzina, a tutaj mamy wszystko, a i oglądalność jest bardzo wysoka, pewnie właśnie dlatego. No i mamy świetne jury i prowadzących z dystansem do siebie i świata. To się bardzo ceni i właśnie dlatego lubię oglądać ten program i zasiadam co roku na widowni. Ci, którzy obserwują mnie na instagramie (CzlowieczekDemoleczka) troszkę szybciej wiedzą co się dzieje w moim małym wielkim świecie, dlatego zapraszam do obserwowania!

Czerwiec był ciężkim i pracowitym miesiącem, ale już za tydzień zapraszam na kolejny wpis!

A co tam u Was słychać? Jak pogoda duszki?



Pozdrawiam Kolorowo


Beatrycze




piątek, 21 czerwca 2019

,,Zezia, miłość i bunt na statku" - spotkanie autorskie.

Czołgiem, dzisiaj będzie o czymś zupełnie innym, bo będzie to recenzja książki wraz z opisem tego, co się działo na spotkaniu autorskim w moim pięknym 3mieście. Dlatego wpis ten wkładam do ,,Śmieszkawych Recenzji" i życzę miłego  czytanka!

Oficjalne skary fanów Chylińskiej!
O tym, że będzie spotkanie wiedziałam już jakiś czas temu, kiedy Artystka zapowiedziała, że będzie krążyć po innych miastach niż Warszawa. W stolicy miałam być, ale poszłam za honorem i pomimo, że miałam wolne w pracy chciałam uczestniczyć na siostry urodzinach, co mi wyszło na dobre, ponieważ spotkanie było powtórzone w innych miastach i czułam, że skoro Mam Talent będzie niebawem w Gdańsku to i spotkanie będzie w Galerii Bałtyckiej (ale długie zdanie). Nie myliłam się, także wsiadłam w tramwaj, który cuchnie niczym stara skarpeta i moje trampki z wczoraj i udałam się do tego miejsca. Niczym Houston na księżyc, czy jakoś tak.



A spotkanie nie było dla mnie z byle kim, bo z moją Idolką, która już od 2013 nią jest, czyli Agnieszką Chylińską. Nie było to moje pierwsze spotkanie, ani drugie, ale trzecie, jednak wciąż ze smaczkiem lubię na nich być. Nie jest to jakaś ogromna liczba spotkań na fana, bo było ich o wiele więcej, ale to jedyne na jakich mogłam niestety, albo stety uczestniczyć. Dwa poprzednie były w Warszawie i również kiedyś pisałam o nich na innych blogach, ale nie będę zanudzała. Była Aga, byłam ja, książka, płyta, zdjęcie, potem mak - tak w skrócie.



Na spotkaniu Agnieszka miała zaszczyt zrobić sobie w końcu ze mną zaje@istą fotkę, a ja od Niej wzięłam autograf, również podpisałam książkę dla mojej chrześniaczki. Zrobienie zdjęcia to nie byle wyzwanie, jak ręka się trzącha, niczym wiatrak w letnie dni.



Bardzo się cieszę, że Agniecha wybrała swoje miasto i na tym zakończymy tą przedmowę. 

Na spotkaniu była masa osób, nawet z całej Polski. Dużo moich znajomych z którymi widziałam się raz na ruski rok (nie mam pojęcie czemu tak się mówi, czy rok w Rosji jest jakiś dłuższy?). Miałam też w tym jakiś swój własny akcent, ponieważ chciałam jakby z wszystkimi gadać i przestać ostrzyć jakieś dawne, niepotrzebne nikomu konflikty. Każdemu dałam czystą kartkę i po prostu z każdym gadałam. Czy czułam się z tym dobrze? Na pewno lepiej, niż unikanie ludzi. Zamiar ,,czystej kartki" stosuje już od roku i widzę, że się polepsza, ale na jakieś stare konflikty potrzeba czasu i ja to rozumiem, dlatego na początku czułam się jak piąte kołu u wozu, ale później już troszkę lepiej. Jesteśmy dorośli, wszyscy kochamy Agę tak samo, więc nie widzę problemu do kłótni. Po prostu. Kiedyś o projekcie ,,czysta kartka" napiszę więcej. 


Spotkanie trwało od 17, jakoś do 20 chyba, albo nawet i później. Kolejka nie przestawała się kończyć, ponieważ dużo osób zobaczyło szyld o spotkaniu autorskim i weszła, mimo iż jakoś nie interesują się Artystką. Ci, którym najbardziej zależało w miarę możliwości przyszli wcześniej, a o wszystkim dowiedzieli się od Pana Facebooka. Niektórzy pytali nawet za czym stoimy, na co ja, że za pralką - odnosząc się do czasów PRL, ale nie każdy skumał.

No to teraz o książce słów kilka...

,,Zezia, miłość i bunt na statku" to piąta książka Agnieszki Chylińskiej, czwarta z serii ,,Zezia i Giler". Aktualnie posiadam wszystkie, prócz jednej, gdzie dowiadujemy się, że Zezia, główna bohaterka ma braciszka. Książka ta jest jak najbardziej dla dzieci, no nie oszukujmy się, dlatego jakoś mnie specjalnie fabułą nie wciągnęła, ale przyznam, że niejednego małego fana porwie w całości. Całą przeczytałam w zatłoczonym autobusie, a jakiś koleś się na mnie gapił, jakbym czytała jakieś dzieło szatana. Zastanawiam się, czy myślał o tym, że w ogóle coś czytam, czy, że czytam książkę dla dzieci, chociaż jestem dorosła. Jednym słowem kij mu w du#@ę, bo ja nikogo tym nie zgorszyłam. Z resztą, ciężko zgorszyć książką dla dzieci.

Książka opowiada o Zuzannie, którą poznajemy na początku serii, jako małą dziewczynkę, tutaj jest nieco starsza i zmaga się z pierwszą miłością, z problemami dorastania. Jest to dalsza część przygód, ale spokojnie można przeczytać ją osobno i się zrozumie wszystko. A i dla wszystkich info - są obrazki i można je pokolorować.

Agnieszka Chylińska powiedziała, że nie umie pisać dla dorosłych, ale dla dzieci piszę fantastycznie, dlatego z czystym sumieniem i aktualnie czystymi skarpetkami mogę śmiało polecić każdej mamie i każdemu małemu fanowi Jej książek.





Pozdrawiam Kolorowo

Beatrycze


Za tydzień niestety wpisu nie będzie z powodu tego, że wyjeżdżam. Ale za dwa tygodnie jak najbardziej zapraszam na kolejną paplaninę, a będzie się działo!