Do napisania zainspirowała mnie pewna osoba, która pisała u siebie na blogu o tym jak zaczęła i skończyła pracę w pewnym miejscu (może tu się ujawni), także serdeczne dziękuje i wysyłam serducho -> ❤️
* legalnej, czyli takiej, żeby skarbówka się nie przyczepiła. Oczywiście drogi urzędzie, ja nigdy na czarno nie zbierałam owoców, ani nie rozdawałam ulotek. To by było karygodne...
Także już nie przedłużając powiem, że jedną z moich pierwszych prac była bardzo długa, bo aż czterodniowa praca w markecie budowlanym. A o budowlance wiem tyle, że domy stawia się z cegieł... albo pustaków. Albo czegoś tam innego...
Pamiętam, że idąc do tego sklepu byłam pewna, że trafie na kasę i będę liczyła grubą mamone. To miała być chwilowa praca, aby coś tam sobie zarobić i odłożyć na prawo jazdy. Niestety, albo stety trafiłam na dział dekoracyjny. Na początku wszystkie ramki, obrazki, świece, poduszki i zbieracze kurzu aż patrzyły na mnie swoim srogim wzrokiem i mówiły ,,kup mnie", ale w końcu byłam pracownikiem posiadającym silną wolę, więc kupiłam tylko dwie poduszki, trzy ramki i dywan.
Jednym z pierwszych moich zadań
Innym razem kładłam farby w puszkach na wysoką półkę. Ja - metr sześćdziesiąt czystego lęku wysokości i dwu metrowa drabina. Nagle jakiś klient szturcha moją drabinę na której stoję i wychodzi z tego taka oto rozmowa:
- Po ile jest ta drabina?
- Ta drabina nie jest na sprzedaż.
Po chwili klient odchodzi i z daleka słyszę taki oto krzyk:
- Żaneta nie kupimy tej drabiny, bo pani na niej akurat stoi!
Jeszcze innym układałam żarówki na półkach. Dookoła mnie masa żarówek, małych, dużych, cholernie dużych... i nagle podchodzi klient i się pyta, czy nie wiem, gdzie są żarówki. Powiedział to z takim wkurzeniem na twarzy, że miałam ochotę jedną z nich mu wsadzić prosto w... tam gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę.
Największym problemem okazało się dla mnie wkładanie na półki rzeczy, których jest bardzo dużo i nie wiadomo, jak bym to wepchnęła to i tak nie wejdzie. Po moich dygresjach, że matematycznie nie możliwe jest, aby tu upchnąć 20 poduszek, przychodziła pani z działu, wepchnęła 30, po czym klient wyciągnął jedną i spadło z dziesięć. Tak było z wieloma rzeczami i strasznie mnie to denerwowało. Akurat było Euro 2016 więc przyszło mi udekorować mały stojak z rzeczami na tą właśnie okazje... wiecie szale, koszulki, jakieś pierdołki, co by ludzie, którzy przyszli kupić farbę wrócili z dodatkowymi pierdołami. Zaczęłam od tego, że ułożyłam te koszulki, wszystkie pierdolniki i z każdego po jednej rzeczy wyjęłam z folii. Położyłam u góry, a szaliki porozwieszałam. Całość wyglądała całkiem nieźle, a gdy przyszła jakaś tam pracownica powiedziała, że nie powinnam była wyciągać po jednej sztuce z opakowania. Stwierdziłam, że przecież klienci i tak to powyciągają, żeby zobaczyć jak wygląda, no ale faktycznie mogłam się zapytać. Wzięła te odpakowane przedmioty i zaczęła je zamykać tak jak były, a po chwili, gdy klienci rzucili się na to, jak na karpie w Lidlu okazało się, że sami odpakowali sobie po kilka i zrobili taki bajzel, że klękajcie narody.
Pewnego dnia też jedna pani zgubiła swoje dziecko, które się schowało za wiszącymi dywanami i bawiło telefonem.
Nienawidziłam też jak klienci przychodzili do mnie i pytali o jakieś rzeczy o których ja istnieniu nie miałam pojęcia. Jakiś bulbulator dwufazowy z przyczłapą z dodatkowym zawieszeniem, ale bez poprzecznego dynksa do tentegowania.
Pamiętam, że w tym sklepie przede wszystkim dręczyło mnie to, że strasznie stopy bolały. Nie wiem dlaczego. No i w sumie fakt, że wszyscy byli tak zapracowani, że nie byli w stanie nauczyć mnie czegokolwiek co by się przydało w tym sklepie. Ja lubię od razu wiedzieć co mam robić i być pewna, że to ma sens.
No cóż, jak już wiecie z pracy zrezygnowałam po czterech dniach, nauczyłam się, że nie umiem pracować z klientami, bo są dziwni
Mam nadzieję, że podobała Wam się ta nietypowa historia o drabinie, żarówkach i dziecku w dywanach! A może Wy macie jakieś historie o Waszej pierwszej pracy? Albo jakiejś innej! Piszczcie w komentarzu, chętnie poczytam!
Pozdrawiam Kolorowo
Beatrycze
Podobne wpisy:
- 2.08.2019r. -> ,,Kiedyś to było..." - czyli historia o Gdańskim Jarmarku.
- 29.03.2019r. -> ,,Kiedyś to było..." - czyli historia o pewnej wycieczce i sikaniu.
